BĘDZIE TO, CO BĘDZIE!

Współczesna cenzura, grudniowe przepowiednie, medytacja jako doskonale narządzie na te czasy, życie we własnym istnieniu, będzie to, co będzie.

Co chwila trafiam na informacje o blokowaniu treści w mediach społecznościowych. Króluje Felicjan i Jubube, gdzie albo całkowicie blokują wielu propagatorów fantastycznych treści, albo ograniczają ich zasięgi. Jerzy Zięba też mówił o tym, więc byłem pewien, że to dotyczy tylko takich potężnych animatorów, ale i u siebie odnotowałem dziwną sytuację. Pod jednym z postów na stronie zauważyłem 270 polubień, ale przy drugim wejściu już było ich 180 a przy kolejnym 110. Trwało to kilka dni gdy topniała liczba polubień przy kolejnych wejściach, aż wszystko się uspokoiło i teraz zawsze jest nie więcej niż sto kilkanaście.

Ani mnie to grzeje, ani ziębi, ja po prostu robię swoje, póki jeszcze ciut mi się chce. Cenzura nie jest dla mnie żadną nowością, chociaż byłem pewien, że po blamażu z plandemią nacisk na kontrolowanie treści będzie się zmniejszał. Jest jednak odwrotnie, wyraźnie to widać. ONI już wiedzą, że nie muszą liczyć się z żadnym większym oporem, więc wciskają do głów swoich owieczek, co chcą. Już nie zastanawiają się nad tym czy to ma ręce i nogi, czy jest w miarę wiarygodne – jadą po bandzie a, prawdę mówiąc, poza bandą. I żeby nie można było od tego uciec, pierwsze cyfry na pilocie od telewizora przypiszą od stycznia TVP. Dla nas to żaden problem nacisnąć np. 49, ale starsze owieczki, które nie potrafią nawet włączyć i wyłączyć dźwięku będą na zawsze złapane w pajęczą sieć Woronicza.

Natomiast w jeszcze nie do końca kontrolowanej sieci internetowej (jest przecież coraz więcej kanałów w miarę niezależnych) narasta oczekiwanie, jakie obserwuję zawsze w grudniu. „Nasi” straszą nas dużo intensywniej niż w ubiegłych latach, chociaż bardziej przyziemnie. W tym roku nie mówi się o lądowaniu Plejadian, Rada Kosmiczna też jeszcze nie wykończy starej Ziemi, przenosząc niektórych z nas do nowej, za to możemy się spodziewać stanu wojennego i trującej chmury, którą wypuszczą na nas jeszcze przed świętami. Kto chce, niech się boi, ja już nie czytam tych bzdur, bo i tak nie mam najmniejszego wpływu na to co z nami zrobią. Od dawna przyjąłem zasadę przeżywania każdego dnia tak, jakby był ostatnim mojego życia, więc ciszę się byle czym i czuję się z tym naprawdę dobrze.    

Medytacja jest doskonałym narzędziem na te czasy, bo uwalnia inteligencję, która jest w każdym z nas. Nie mylić z intelektem, bo to domena umysłu, a ten najczęściej wodzi na manowce. Inteligencja pochodzi z wnętrza, z naszego centrum i w miarę jej uwalniania stajemy się szczęśliwi, twórczy, buntowniczy i śmiali. Już nas nie przeraża niepewność i z odwagą wchodzimy w nieznany dzień, nie trzymając się kurczowo przeszłości. Dla wielu z nas to jest zbyt niebezpieczne, wolą okopać się na tym co mają i co doskonale znają, ale dla mnie odkrywanie nowych rzeczywistości jest jedynym sposobem na życie.    

Od dawna postanowiłem, że już nie będę naśladowcą, więc zrezygnowałem z aktorstwa, aby żyć we własnym istnieniu. Nie pozwalam, by mi rozkazywał ktoś z zewnątrz, dlatego nigdy, nawet podczas srajdemii, jak uroczo nazywa ten okres nasza Kasia, nie dałem się podporządkować. Zaryzykowałem, wbrew wielu moim przyjaciołom (byłym – okazało się) i zawsze to będę robił, żeby być sobą, a nie częścią tłumu pobekujących owieczek. Wydeptuję własną ścieżkę w swoim matriksie, zdając sobie sprawę, że jej jeszcze nie ma, bo wciąż ją tworzę, idąc dalej i dalej. Niech sobie inni wędrują autostradami, po których poruszają się tłumy. Tak jest wygodnie i bezpiecznie, są wśród swoich i to jest ich wybór. Też tak kiedyś robiłem, ale dziś idę swoją ścieżyną, bo co było, to było, co może być – jest. A będzie to, co będzie! 

guest

17 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments