ZNÓW JEST BŁOGO I PIĘKNIE

Użalanie się nad maltretowaną kobietą nic jej nie da, bo w ten sposób staje się wampirem energetycznym i ciągnie energię z każdego, kto się nad nią użala.

Mam teraz gorący okres, bo nadchodzi dużo zamówień, które trzeba doprecyzować. Jeśli zamawiający źle wpisze numer telefonu lub poda wadliwy mail, system In Post odrzuca takie zamówienie, a ja muszę jakoś skontaktować się z zamawiającym, bo przecież już zapłacił, a my nie możemy wydrukować etykiety na przesyłkę. Druga sprawa to te nieszczęsne dedykacje. Jeśli zaznaczycie taką potrzebę w zamówieniu, zamówienie trafia do mnie, jeśli tego nie ma – trafia bezpośrednio do dystrybucji InPost. Gdy prosicie o dedykację w komentarzu, czy mailu „po fakcie” nie podając numeru zamówienia, bardzo trudno znaleźć Wasze zamówienie i często jest to niemożliwe. Dlatego apeluję o uważność w wypełnianiu zamówień. 

I to byłoby na tyle jeśli chodzi o ogłoszenia parafialne. Pozwólcie, że odrywając się na chwilę od przesyłek, leciutko musnę problem przemocy, o którym wczoraj pisała Monika. Przemoc w rodzinie nie wzbudziła większego zainteresowania może dlatego, że jest wciąż tolerowana. Ja jej nie akceptuję pod żadnym względem, ani fizycznym, ani duchowym. Dlatego będę ironizował, kpił i nabijał się z każdej ofiary, która potulnie godzi się na coś takiego. To jednak XXI wiek i przyjmowanie razów w imię miłości jest dla mnie nieakceptowalne! Od strony duchowej także, bo uzależnienia rodowe, wszystkie traumy po przodkach, a także te z okresu prenatalnego można, a nawet trzeba usunąć ze swojej podświadomości. Mamy ku temu mnóstwo narzędzi, ale najważniejsza jest zgoda na przerwanie rodowego łańcucha cierpienia, a to już zależy od poziomu świadomości.

A co, jeśli ten poziom jest rażąco niski? Każdy z nas był kiedyś na niskim poziomie, ale mozolnie i konsekwentnie drapaliśmy się po szczeblach drabinki Hawkinsa. Jeśli maltretowana kobieta nie chce wejść nawet na pierwszy szczebel, to znaczy, że taka jej karma, że musi tej przemocy doświadczyć. Nie mam dla niej współczucia ani litości, natomiast z chęcią pomogę w miarę moich możliwości. Zawsze pomogę, jeśli po drugiej stronie będzie chęć przyjęcia tej pomocy. Użalanie się nad nią nic jej nie da, bo w ten sposób ta pani staje się wampirem energetycznym i ciągnie energię (pieniądze też są energią) z każdego, kto się nad nią użala. To ja już wolę poironizować. 

Nie mam także litości dla tych, którzy wciąż nie mają węgla na zimę. Nie mają go również z miłości… z miłości do władzy. Tu działa ten sam mechanizm: uwierzyli w zapewnienia ukochanego rządu, żeby w wakacje nie kupować węgla i nie robić zapasów, bo węgla nie zabraknie i będzie tańszy, bo do nas płynie. Płynie, płynie, płynie i nie może dopłynąć, a gdy jakimś cudem jakiś okręcik z węglem zacumuje w polskim porcie, to okazuje się, że węgiel się pokruszył, zawilgł i to już nie jest węgiel, tylko czarne błoto. Swoją drogą trzeba być sabotażystą, żeby niszczyć nasze kopalnie węgla, zasypywać szyby a resztki wydobywanego węgla wywozić do Czech – 550 ton, do Ukrainy – 220 tys. ton  i do Niemiec – 10 tys. ton. To są oficjalne dane wiceministra aktywów państwowych Piotra Pyzika!

Tak! Trzeba być sabotażystą, żeby zasypywać kopalnie i jednocześnie nie pozwalać na rozwój energetyki alternatywnej. Walka z wiatrakami przyniosła taki skutek, jaki mamy teraz, ale my kochamy ten rząd, bo on chce przecież dobrze i musi walczyć, jak polska tradycja każe, na dwóch frontach: niemieckim i rosyjskim. Nie martwię się o tych ludzi bez węgla, bo oni sobie jakoś dadzą radę. Zawsze dawaliśmy sobie radę, szczególnie podczas wojen, więc i teraz jakoś tę zimę przeżyjemy, nie przestając kochać naszego rządu, bo chociaż nas zdradza, oszukuje, bije inflacją, ale potem przytula pińcet plus i czternastą emeryturą. I znów jest błogo i pięknie!

guest

26 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments