Z cyklu: O co się martwisz (2)
Dziś kontynuuję opowieść o zmartwieniach. Od tych prozaicznych, jak lęk przed lataniem samolotem, aż po zamartwianie się o Boga. A co, jeśli po śmierci okaże się, że tam jest tylko pustka, żadnego Boga? Niektóre zmartwienia wydają się racjonalne… Na przykład kobiety w ciąży martwiące się, czy urodzą zdrowe dziecko. Racjonalne to nie jest, ale rozwinięcie tych zmartwień znajdziecie w kolejnych piątkowych postach.
A teraz dalsza wyliczanka narodowych zmartwień. Partner, dzieci, rodzice – klasyka. Spora część moich patientów martwiła się, czy partner nie odejdzie w siną dal, czy najbliżsi nie będą mieli wypadku, czy rodzice nagle nie umrą, zostawiając ich bez wsparcia. Czy ktoś nie zgwałci mojej córki, a coraz częściej także syna?! Zamartwiamy się o najbliższych, bo to wyraz miłości? Nieprawda. To wyraz głupoty. Ale o tem potem.
Większość z nas wciąż zamartwia się, co inni o nas pomyślą. Często powodem są banalne zmarszczki, ten nieuchronny dowód starzenia się, albo oponka na brzuchu i wieczne marzenia o powrocie do wagi sprzed ślubu. Stary samochód? Idealny powód do zmartwień. Przecież może się rozkraczyć w połowie drogi! A pogoda? Szczególnie gdy zaprosiliśmy gości na grilla. A jeśli zacznie padać?!
Są jeszcze rachunki, rzecz jasna i obawa, że w tym miesiącu nie damy rady zapłacić wszystkich należności. No i telefon od partnera. Zadzwoni czy nie zadzwoni? A jeśli nie zadzwoni, to gdzie on, do diabła, jest? I ten późny powrót do domu… A jak mnie ktoś napadnie na ulicy?! Tyle obcokrajowców się pojawiło! Wiecie, że niektórzy martwią się nawet, o to, że nie dadzą rady wygłosić mowy pogrzebowej?
Dla tych od szkiełka i oka: podsumuj wszystkie te przykłady, z dzisiejszego i poprzedniego posta, i za każdy przyznaj sobie 5 punktów. Dodaj. I co ci wyszło? Martwisz się, że za dużo? Nieważne. To wszystko ma wartość zerową. Zero! Null! Niestety, wszyscy nas naciskają, szczególnie media, byśmy się zamartwiali. I dają nam gotowe powody. Nawet coś, co nie istnieje — przeszłość! Potrafią wykorzystać przeszłość, żebyśmy mieli się czym jeszcze bardziej zadręczać. Ale o tym w następny piątek. A na razie — miłego weekendu.

Heard some buzz about king79, so gave it a shot. Selection’s alright, nothing spectacular, but keeps you entertained. Customer service responded pretty quickly when I had a question. Worth a look if you’re searching for something new.
Yo, 155betlogin, you’ve been my go-to lately. Smooth sailing and good vibes all around. Check ’em out! 155betlogin
mcwcasino777… Another casino site popping up. Sana all may swerte! Wish me luck, bet ko na! mcwcasino777
Gave 333win3 a shot earlier. Pretty decent overall experience. Nothing flashy, but solid. 333win3
Bozena Czyżewska
Ja się martwię byle gównem i nie mogę przestać https://static.xx.fbcdn.net/images/emoji.php/v9/ta8/1/16/1fae4.png
Zapraszam zatem na piątkowe posty. https://static.xx.fbcdn.net/images/emoji.php/v9/t6c/1/16/2764.png
Jolanta Paradnik
Bozena Czyżewska też tak miałam dopóki nie zrozumiałam, że tam gdzie moja uwaga tam płynie energia i ma szansę na to by się zmaterializować. Przestraszyłam się, że moje zamawianie może ściągnąć „złe” na moje dzieci i członków mojej rodziny. Od tego czasu gdy nachodziły zmartwienia natychmiast powtarzałam takie afirmacje: jak długo ich kocham tak długo chroni ich moja miłość. Trochę to trwało aż któregoś dnia i to się uspokoiło.
Mathilda Sicard
Ciekawostka z krainy zabojadow : otoz, slowo zmartwienie (un souci) jest homonimem nazwy znanego i powszechnego w Polsce kwiata nagietka (un souci, rowniez, nawet tak samo sie pisze). Nie wiem czemu ten skromny, ale przeciez sloneczny i leczniczy nawet kwiatek nazywa sie tak samo jak niekomfortowy stan psychiczny. No i…. Na przestrzeni ostatnich 20 lat (mieszkam we Francji od 44 i tylez samo mowie ich jezykiem), przyszla moda na mowienie „pas de souci = nie ma problemu/zmartwienia). Skad ta moda nie wiem, ale nagle wszyscy, ale to wszyscy zaczeli tak gadac. Az stalo sie to dla mnie denerwujace, bo za duzo tego i przy kazdej okazji. I tak naprawde slysze to slowo „souci” = zmartwienie, a nie jego zaprzeczenie. A jak slysze to zaprzeczenie to widze, ze w bukiecie eliminuje sie nagietki. W moim ogrodzie jest pelno nagietkow i doprawdy nieszczesliwym jest je kojarzyc je ze zmartwieniami. Zasiejta nagietki, a bedziecie moze tak jak ja miec zero zmartwien (albo zmartwienia kwitnace).