TOTALNA SZARLATANERIA

Po to każdy z nas przyszedł na tę planetę, aby doświadczać dobra i zła. I niezwykle ważne jest, aby nauczyć się odróżniać jedno od drugiego.

Wciąż dostaję maile, których autorzy żądają moich jednoznacznych odpowiedzi na temat stonkowania. Bardzo często jest nim pytanie: stonkować się czy nie stonkować? Nigdy nie odpowiem jednoznacznie, bo to koliduje z moją postawą duchową. Uważam bowiem, że po to każdy z nas przyszedł na tę planetę, aby doświadczać dobra i zła. Niezwykle ważne jest, aby nauczyć się odróżniać jedno od drugiego, tym bardziej że bardzo często dobro jest złem, a zło dobrem. Mamy zatem niezbywalne prawo do osobistego osądu co jest czym. Pewnie, że zawsze będą jakieś konsekwencje naszych wyborów, ze śmiercią naszego ciała włącznie, ale czy to jest aż tak ważne w stosunku do wiecznego życia, którego 😀 nie da się umrzeć?     

Dlatego akceptuję WSZYSTKIE wybory jakich dokonujecie, chociaż nie tak trudno zorientować się o moim osobistym stosunku do szczepionek. Po pierwsze to nie są żadne szczepionki, bo żeby uznać coś za szczepionkę potrzeba aż pięciu lat badań klinicznych. Dlatego to co nam wciskają w ramię, nazywane jest przez odpowiedzialnych lekarzy preparatem. Nie jest żadną tajemnicą, że ten preparat łagodzi objawy choroby, ale przed nią nie chroni. Wiadomo również że łagodzi tylko przez 4 miesiące od stonkowania, a więc musi być powtarzany trzy razy do roku w nieskończoność, bo koronawirus także będzie nam towarzyszył w nieskończoność.

To oficjalna wiedza, ale bez większego trudu możemy dojść do wiedzy skrzętnie ukrywanej przez władze. Na przykład, że naturalnie nabyta odporność jest skuteczniejszą ochroną, niż przyjęcie szczepionki. Potwierdzili to pracownicy koncernu medycznego Pfizer: Nick Karl, Chris Croce i Rahul Khandke. Przeciwciała, jakie ma ozdrowieniec, są lepsze, niż te nabyte po stonkowaniu. Pracownicy koncernu ujawnili, że ich szefowie nie pozwolili tej informacji przedostać się do opinii publicznej, nikomu nie wolno mówić o tym publicznie, dlatego prawdopodobnie już nie pracują tam, gdzie pracowali.

Do tego typu informacji nie jest trudno dotrzeć, dostaję ich mnóstwo na skrzynkę mailową, a dzisiaj chciałem udostępnić krótkie wystąpienie dr. Piotra Rubasa. To wystąpienie nie jest dla mnie ani trochę odkrywcze czy bulwersujące. Dla mnie bulwersujące są komentarze pod filmikiem. Czytam, bo można z nich zorientować się, jakim jesteśmy społeczeństwem. Na przykład Jadzia napisała: to podstawiani zwykli ludzie, a nie lekarze. Zaraz dołączyli do niej inni, nazywając doktora trollem i  pokemonem.  Skąd wiesz, że to jest lekarz? Prawdziwy szok, ja też mogę ubrać kitel i odgrywać lekarza – wymądrza się Grażyna, a Janusz dodaje: Jak on jest lekarzem, to ja jestem Biskupem, debil i tyle!

Wydaje mi się, że zanim napiszemy taki komentarz warto najpierw sprawdzić kim jest Piotr Rubas. To kwestia kilku kliknięć, żeby stwierdzić, że to prawdziwy lekarz. Co prawda zrezygnował z prawa do wykonywania zawodu w Polsce, ponieważ podobnie jak dr. Martynkowska był szykanowany przez komisje lekarskie, ale nadal jest lekarzem tyle, że w Niemczech. Gdybym był złośliwy, jak to bywało dawno, dawno temu, napisałbym, że to właśnie Jadzia, Grażyna i Janusz są trollami i pokemonami, ale dziś wiem, że są tylko na innym poziomie duchowym, a ich wściekłość jest autentyczna. To poziom 100 hawkinsów, czyli strachu! Z taką nienawiścią i agresją, co najwyżej 150 haw. – czyli poziom złości! (wszystkie poziomy opisałem bardzo dokładnie w żółtej książce). Czy w związku z tym mamy się na nich denerwować? My pięćsetki? 😀

guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments