KOH I NOOR (część pierwsza)

Kamień kooh-i-noor niesie w sobie zdrady, podstępy, nienawiść, wojny, mordy, przekupstwa i śmierć każdego, w czyje posiadanie się dostał.

Monika Irsmanbet

… A na głowach ich kamienie drogocenne o wartości trudnej do napisania, zrabowane, ukradzione, wywiezione podstępem. A największy, najpiękniejszy i najkrwawszy w swojej historii KOH – I – NOOR znajduje się w przodzie krzyża korony królewskiej. Kamień potężny w swojej wartości i historii, jaką za sobą niesie. W Punjabi mówiono, że można za niego przez dwa i pół dnia karmić cały świat. To kamień, który niesie w sobie zdrady, podstępy, nienawiść, wojny, mordy, przekupstwa i śmierć każdego, w czyje posiadanie się dostał. Jego pochodzenie jest do dziś jedynie plotką z indyjskiego bazaru. Mówi się, że wydobyty z kopalni Kohinoor, w czasie Kryszny. Sam półbóg (znany z miłości do biżuterii) został posądzony o jego kradzież i udowadniał swoją niewinność w walce z królem niedźwiedzi.

Góra Światła, jak tłumaczy się nazwę była gubiona i odzyskiwana setki razy. Chowany i noszony w turbanie, który ktoś zdołał podmienić i na krótko stał się jego właścicielem. Zostawiony w czasie ablucji i w siodle końskim. Zdobił ramiona maharadżów i był chlubą i dumą całych Indii. Był też powodem zazdrości, chciwości i najniższych ludzkich instynktów. Synowie mordowali ojców, licząc na spadek, a przekupni dworzanie podtruwali miesiącami władców. Na stosie płonęły coraz to nowe ciała kolejnych maharadżów, a na nich Sati, piękne, młode żony i niewolnice. Czasem nieletnie, czasem brzemienne. Bębny zagłuszały krzyk rozpaczy, strachu i bólu dziewczyn prowadzonych na stos. Opisuje się je jako szczęśliwe i dumne, że mogą płonąć ze swoim panem za życia i panem po śmierci. Naoczni świadkowie opisują, że miały mocno zaciśnięte powieki, gdy pochodnia zbliżała się do stosu i rysy zaciśnięte do granic. Bywało, że dziewczyny miały zaledwie 12 lat!

Jak zatem kamień tak cenny i przeklęty stał się chlubą korony Majesty? Podłym podstępem, kłamstwem, pustą obietnicą, oszustwem. Dwa lata trwała wojna angielsko-sikhijska. Sikhowie wykazali się nadzwyczajnym bohaterstwem i bronili się do ostatniego żywego ciała. Stojąc tyłem do rzeki, walczyli do końca. Mimo wygranej Anglików, większą część ludności stanowili wciąż Hindusi. Anglicy w obawie przed tym faktem obiecali całemu Lahore, w tym młodemu władcy (był nim 10-letni chłopiec), że zostawią go na tronie i zabezpieczą jego interesy. Traktat pokojowy w Lahore został podpisany w marcu 1846 roku z maharadżą Duleep. Brytyjczycy przysięgli, że zostaną tylko do ukończenia przez chłopca szesnastego roku życia. Później odejdą w przyjaźni! Atrament jeszcze dobrze nie wysechł, gdy zaczęli pisać poprawki do traktatu. Wpuszczali swoje wojsko coraz głębiej, a młody władca jeszcze im za to płacił.

Jedyną osobą, która przejrzała plany brytyjskie była matką Duleepa. Brytyjczycy coraz bardziej wściekli uknuli nowy plan. Podstępem zwabili chłopca do ogrodów, a jego matkę siłą wyciągnęli z pałacu i uwięzili w celi. Błagała Brytyjczyków, by pozwolili jej wrócić do dziecka, ale byli bezwzględnie głusi. Zrobili z niej prostytutkę i tę, która znęcała się nad synem fizycznie. Mały Duleep został pozbawiony ostatniej opieki i podpory. Kobieta błagała o śmierć. Brytyjczycy kpili z jej bólu i rozpaczy. Trzy lata później odseparowany od matki, przerażony dzieciak podpisuje nowy kontrakt. Rezygnuje ze wszystkich tytułów, władzy, wszelkiego majątku, terenów, miejsca zamieszkania i oczywiście oddaje Koh I Noor. Oddał też cztery miliony swoich poddanych, a Brytyjczycy pisali „mamy ptaszka w klatce”. Duleep dostał nowych rodziców i nowe miejsce zamieszkania, z daleka od uwięzionej matki.

Tymczasem matka pod osłoną ciemności ucieka z więzienia, a Koh I Noor wyrusza w swoją podróż do Anglii. Najpilniej strzeżony kamień i tajemnica, która go otaczała, sprawiała, że wszystko odbywało się w najwyższym sekrecie. Liczba osób ograniczona była do minimum. Najpierw z Lahore kamień w sakiewce udał się do Bombaju. W 1850 roku brylant trafił na okręt wojenny Medea. Był bezpieczny. Niestety na pokład dostała się choroba zakaźna cholera. Pozbawiona wody, jedzenia i leków załoga była coraz mniej liczna. Okręt błagał Mauritius o pomoc, ale wyspiarze kategorycznie pomocy odmawiają.

Ciąg dalszy opowieści w czwartek. Serdecznie zapraszamy.

guest

17 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments