ANATOMIA NĘDZY

Monika Irsmanbet pochyla się dziś nad losem biednych dzieci, bo nędza ma zawsze twarz dzieci. Kobalt ze sztolni w kongijskiej Katandze wynoszą sześcioletnie rączki!

Monika Irsmanbet

Mamy XIX wiek i Wielka Brytania jest wielka jak nigdy wcześniej. Grabieże przynoszą efekty. Jest najpotężniejszym mocarstwem na świecie, a Londyn największą metropolią globu. I najbogatszą. Rodzina królewska, arystokracja, kupcy topią się w dostatku. Ludzi żyje w mieście ponad 6 milionów, ale 4 miliony z nich w skrajnej nędzy. Nędza ma zawsze twarz dzieci i to nad nimi dziś się pochylam. Chłopcy kominiarze. To oni czyścili kręte i wąskie londyńskie kominy. Drobne, czteroletnie ciała wrzucane tam na siłę wbrew woli. Aby lepiej i szybciej się wspinały, wbijano im w stopy gwoździki, a w zdartą skórę dłoni i nóg wcierano sól, aby szybciej stwardniała. Te, które paraliżował strach, kłuto szpilami lub przypalano ogniem. W tej pracy chłopcy dożywali nie więcej niż 13 lat i często w tym wieku byli już kalekami na emeryturze. Dzieci ciemności, górnicy. Małe, przerażone ofiary walczyły i krzyczały ze strachu w ciemnościach. Brutalność stróżów szybko robiła z nich apatycznych, potulnych i gotowych wykonać każde żądane zadanie.

Wcale nie łatwiej miały dzieciaki w fabrykach kapeluszy. Praca z rtęcią doprowadzała je na skraj wyczerpania fizycznego. Niszczyła włosy, paznokcie, zęby i doprowadzała ciało do nieustającego drżenia. Dzieci zaczynały pracę o piątej nad ranem, by po 14 godzinach zmiany móc pobawić się lalką lub autkiem. W fabrykach włókienniczych maluchy wchodziły pod maszyny, aby czyścić je z odpadów. Nikt nie dbał o ich wyłączanie, więc często miażdżyły małe ciała lub obrywały im kończyny. Starsze stały przy taśmach po wiele, wiele godzin. Dzieci były bite, straszone, terroryzowane. Zarabiały niewiele albo nic. Czasem był to tylko posiłek lub skromna szmata na grzbiet.

Zatrudnianie dzieci było opłacalne i były żywym towarem w ulicznym handlu. Te najmłodsze, trzyletnie można było kupić za 20 szylingów. Często kończyły w hutach szkła i można sobie tylko wyobrazić, co działo się przy rozgrzanych do czerwoności piecach i niewprawionych dziecięcych rączkach. Potworności wielkiego rozkwitu Imperium widać było na każdej ulicy i w każdym przytułku. Takie tzw. domy opieki były w rzeczywistości małymi obozami koncentracyjnymi. W jednym z takich domów, wraz z matką i bratem przebywał Charlie Chaplin i często wyrażał tamte doświadczenia w filmach.

Praca dzieci widoczna była też przy sprzątaniu końskich kup z ulic, aby elita mogła jechać bez zakłócania swojego zmysłu węchu. Ostatnią pracą, jaką dziś wymienię to tzw. ”dzieci Tamizy”. Przeczesywały one błoto Tamizy w czasie odpływu, szukając czegokolwiek, co nadawałoby się do sprzedaży. Raniły boleśnie swoje ciała o szkła i ostre narzędzia lub zarażały się bakteriami ze szlamu i ciał martwych zwierząt wyrzucanych przez wodę. Wszystkie one, niezależnie od wykonywanych zajęć padały ze zmęczenia, wycieńczenia i głodu. Jeśli takie dziecko po kilku kopniakach nie wstawało było rzucane na bok i wieczorem chowano go w ziemię. Taka była Wielka Brytania w tamtym czasie. Dziś powstało mnóstwo pięknych i dumnych organizacji chroniących dzieci i na każde słowo „niewolnik” ludzie krzywią twarz w oburzeniu. Co za straszne czasy ta wiktoriańska Anglia. Naprawdę?

Piękne Tesle, którymi rozbijają się bogacze i inne elektryki mają w sobie ponurą rzeczywistość afrykańskich dzieciaków. Kobalt ze sztolni w kongijskiej Katandze wynoszą sześcioletnie rączki. Teraz, nie w XIX wieku! Zarabiają DOLARA dziennie. Schodzą pod ziemię bez narzędzi i odzieży ochronnej. Tunele mają po 70 metrów długości. Pracują po 24 godziny, wynosząc worki wypełnione kruszcem!!! Najmłodsze dzieci mają pięć lat. Każdego roku te kopalnie zawalają się, grzebiąc swoje maleńkie ofiary. Nikt tego nie nagłaśnia i żadne media o tym nie mówią. Dzieciaki giną setkami. W każdym naszym smartfonie odbija się nędza i łamane jest prawo tych, które swoich praw nie znają. Skarżą się na problemy z oddychaniem i skrajne wycieńczenie od pracy w prażącym słońcu, deszczu, zimnie. Tylko czy ktoś te skargi wysłucha? Czy ktoś te dzieciaki przytuli i opowie im bajkę na dobranoc?

Monika Irsmanbet

Subscribe
Powiadom o
guest

5 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments