BOGU, TAKA SPRAWA JEST…

Chwała Bogu! Jak Boga kocham! W Bogu nadzieja! Gdy słyszymy słowo Bóg, dla każdego z nas znaczy coś zupełnie innego.

Chwała Bogu! Jak Boga kocham! W Bogu nadzieja! Gdy słyszymy słowo Bóg, dla każdego z nas znaczy coś zupełnie innego. Tylko religie określają, jaki jest ich Bóg, najczęściej jednak nie do końca. Wolą, aby pozostał otoczony nimbem tajemniczości, niedomówień, krótko mówiąc – świętości. To w niczym nie przeszkadza funkcjonariuszom religijnym domagać się posłuszeństwa w jego imieniu, a wszyscy nieposłuszni są srogo karani, niejednokrotnie śmiercią. Ani faszyzm, ani komunizm, ani żaden inny system polityczny nie ma na sumieniu tylu istnień ludzkich. Większość religii zabija lub zabijała ludzi w imieniu Boga bez najmniejszych skrupułów.

Ateiści twierdzą, że nikt taki jak Bóg nie istnieje i jest wyłącznie wymysłem różnych cywilizacji. Muszę przyznać ze wstydem, że tak właśnie uważałem przez większość mojego życia. Na starość jednak przyszło opamiętanie i teraz jestem przekonany, że Bóg istnieje jak najbardziej. Tyle że nie jest Bogiem osobowym, czyli złośliwym starcem z siwą brodą na chmurce, który podgląda nas, ocenia na każdym kroku i ze złośliwą satysfakcją za byle co skazuje na wieczne męki piekielne. Bo nas kocha. Mój Bóg to nic innego jak Pole Informacyjne, Zbiorowy Umysł, Pole Morfogenetyczne i Morficzne, Zjednoczone Uniwersalne Pole, Jednolite Pole świadomości, Najwyższa Zbiorowa Świadomość… Mój Bóg ma mnóstwo imion!

Jeśli tak ortodoksyjny ateista jak ja potrafił jakoś ogarnąć pojęcie Boga, każdy to może zrobić. Każdy, kto przeczytał moją żółtą książkę, w której delikatnie wprowadzam w świat metafizyki. Dla ateistów przyszedł teraz ciężki okres. Od czasu coraz głośniejszych wypowiedzi fachowców od fizyki kwantowej mamy już naukowe dowody na istnienie Boga. Nasza Andżelika wygrzebała gdzieś w Internecie stary wykład (z 2016 roku) Nassima Harameina, więc sami możecie się przekonać. Wykład nie jest łatwy… wróć… jest masakrycznie trudny, ale jakoś przez niego przebrnąłem. Nie to żebym zrozumiał te wszystkie równania o Bogu, ale wnioski, jakie wysnuwa ten naukowiec, przekonały mnie.  

Jeśli lubisz spoglądać na świat przez szkiełko i oko, będzie pan, pani zadowolona(y)! Nie polecam jednak tego wykładu tym, którzy istnienie lub nie istnienie Boga opierają na wierze. Fizyka kwantowa nie ma niczego wspólnego z wiarą, chociaż w sposób przekonujący, przy pomocy cyfr i równań jest w stanie udowodnić to, co wierzący przyjmują „na wiarę”. W zasadzie jest w stanie udowodnić wszystko i wcale nie zdziwię się, gdy jakiś fizyk kwantowy przedstawi kiedyś równanie na ilość diabłów, które mieszczą się na końcu szpilki.

W każdym razie to fizyka kwantowa ugruntowała we mnie przekonanie, że po pierwsze – Bóg jest, po drugie – jesteśmy jego cząstką i po trzecie – każdy jest Bogiem. Można więc spokojnie wywieść, że jestem duchowym bratem dowolnego mohera lub ortodoksyjnego katolika wielbiącego co niedzielę swojego Boga. Tyle że ja nie wielbię, bo wielbienie siebie jest dla mnie trochę megalomańskie, a poza tym nikt nie ośmieliłby się w imieniu mojego Boga żądać ode mnie opłaty za nadanie mi imienia, zjedzenie opłatka, kolędę, ostatnie namaszczenie czy kilka słów nad trumną. Mój Bóg kocha mnie absolutnie bezinteresownie, dzięki Bogu! Z wzajemnością zresztą!  

guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments