IŚĆ W STRONĘ SŁOŃCA

W terapii słonecznej nie chodzi o opalanie. Smażenie się na słońcu tylko dlatego, że dziewczyny lubią brąz, naprawdę może się skończyć nieciekawie!

Czy aby nie najwyższy czas, aby zająć się witaminą D3 w nasz zdrowy piątek? Myślę, że tak, bo chyba każdy już docenia ogromną rolę tej witaminy we wzmacnianiu systemu odpornościowego. Z kolei system odpornościowy chroni nas przed infekcjami bakteryjnymi, grzybowymi  i wirusowymi, przed „strasznym” covidem 19 także. A więc suplementowanie się witaminą D3 miało głęboki sens, tym bardziej że 95% Polaków ma niedobór tej witaminy. Naprawdę warto ten poziom sprawdzić, chociaż lekarze niechętnie wystawiają zlecenia do laboratorium. Dla przypomnienia: optymalny poziom witaminy D3 to 75-125 nmol/l.

Warto również pamiętać, że witaminę D3 stosujemy w parze z K2 (izoforma MK-7). Bez tej drugiej możemy zrobić sobie krzywdę. Chodzi o wapno, które bez K2 zostanie wyciągnięte z kości i wtedy będziemy musieli poczytać o osteoporozie! To jest cena jaką płacimy za zrezygnowanie z jaj od prawdziwych kur grzebiących na podwórku, serów wyrabianych przez nasze babcie i warzyw z własnych grządek. Formuła D3 + K2 Mk7 nie jest tak smaczna, ale swoje zrobi jeśli nie przesadzimy z dawkowaniem. Do tej pory nie mówiło się o tym, ale witamina D3 może być toksyczna, przyznaje to nawet Jerzy Zięba. Pewnie, że jej poziom musi być strasznie wysoki, ale wiem po moich patientach, że niektórzy nie mają umiaru w suplementowaniu!

I teraz napiszę coś, co nie wszyscy zaakceptują. Otóż ja nigdy nie suplementuję się witaminą D3 latem. Mam przerwę od wiosny do jesieni, czyli od momentu gdy mogę wystawiać swoje stare ciało do słońca. W tym roku robimy to z małą żonką od tygodnia! Temperatury jeszcze nie są letnie, ale w naszym ogródeczku mamy takie zaciszne miejsce przed południową ścianą garażu gdzie w słońcu panuje cudowne ciepełko. Warto naprawdę znaleźć sobie takie miejsce na swojej działce czy na południowym balkonie, bo witamina D3 wytworzona przez własną skórę pod wpływem promieni słonecznych ma się tak do suplementu jak czekolada do produktu czekoladopodobnego.

W terapii słonecznej nie chodzi o opalanie, które nie jest zdrowe. Smażenie się na słońcu tylko dlatego, że dziewczyny lubią brąz, naprawdę może się skończyć nieciekawie! Nie musimy opiekać się w słońcu całymi dniami! Wystarczy piętnasto-minutowa (nie więcej) ekspozycja jak największej  powierzchni ciała (czyli wystawiamy do słoneczka, co tylko możemy) w godzinach 11.00-14.00. Ja przynajmniej tak robię, bo w samo południe jest najlepiej. Chodzi o kąt padania promieni słonecznych na naszej szerokości geograficznej. Wtedy jest najlepszy do wytwarzania witaminy D. Bez stosowania filtrów przeciwsłonecznych, rzecz jasna! Kwadrans na jedną stronę ciała, kwadrans na drugą i wystarczy! Godzina wcześniej czy godzina później jeszcze ujdzie, ale po piętnastej – kicha! To właśnie niskie słońce nad horyzontem może zainicjować czerniaka.

Jeśli jesteś miłośnikiem grypy, słabej odporności, nowotworów, cukrzycy typu 2, zawałów serca, udarów mózgu – nie wychodź na słońce! Albo suplementuj się pigułami, Twój wybór! Ja wybieram naturę, czyli słoneczko i dopiero jesienią wracam do suplementów. Ta przerwa ma ogromne znaczenie dla ciała, które znów zabiera się do produkcji witaminy. Nieustanne suplementowanie powoduje, że koniec końcem straci tę umiejętność. Ja czuję się z tym doskonale, ale nie wiem, czy mój sposób będzie służył akurat Tobie. Każdy z nas jest przecież oryginalnym, jedynym bytem we Wszechświecie więc najlepiej… spróbować. Jak donoszą wiewiórki, wraz z promieniami słonecznymi schodzą teraz silne energie i informacje ułatwiające przejście w piąty wymiar. Tym bardziej warto spróbować. A więc na słońce! Na słońce!