KONSTYTUCJAAA? DLA KOGO?

Okazuje się, że słowo konstytucjaaa ma podobny ciężar jak słowo Bóg i dla każdego co innego znaczy. I wciąż powoduje intelektualną sraczkę w obozie władzy.

Są wakacje, pełnia lata a ja tu się zapędzam w jakieś ciężkie tematy, ale… teraz wszystko jest ciężką artylerią. Okazuje się, że słowo konstytucjaaa ma podobny ciężar jak słowo Bóg i dla każdego co innego znaczy. I wciąż powoduje intelektualną sraczkę w obozie władzy, której efektem są zdania wyrwane z kontekstu i ust jej przedstawicieli (patrz wywrzeszczenie lwicy Witek). A co tak naprawdę znaczy dla zwykłego, przygruntowego Polaka? Już dawno nie odwiedzałem filozoficznego klubu abnegatów spod naszego spożywczaka, a przecież tam jest źródło wszystkich trzech prawd księdza Tischnera na każdy temat. Udałem się tam zatem z zielonym czteropakiem i zapytaniem, co jest najważniejsze w konstytucji albo powinno w niej być.

Wśród filozofów abnegatów zapadła cisza i dopiero po wypiciu czteropaka i wypaleniu kilku Popularnych, najstarszy z nich, niejaki Bźdźągwa wypalił ustnie: – Konstytucjaaa powinna zakazywać pobierania podatku od rent i emerytur, bo to podwójny wstyd. Raz, że te emerytury takie niskie, dwa, że te podatki takie wysokie.

Najwidoczniej problem nie dotyczył pozostałych filozofów, bo znów zapadła cisza, więc Bźdźągwa postanowił się zrehabilitować dodając: – A moja małżonka, nie wiadomo dlaczego chciałaby konstytucyjnego zakazu wychodzenia z domu mężów po godzinie dwudziestej pierwszej. Oczywiście dotyczy to tylko miesięcy letnich, gdyż w sezonie jesienno – zimowym zakaz powinien obowiązywać już od godziny osiemnastej.

– Bo baby są jakieś inne – dodał najprzystojniejszy z nich, nazywany DiKarpio, bo pracował dorywczo na stawach hodowlanych. – Wiecie, co mi powiedziała pani Jadzia z poczty, ta co ma największe te… -głębokie westchnienie wiedzy na temat anatomii pani Jadzi wyrwało się z ust wszystkich uczestników dyskusyjnego panelu – Chciałaby w wolnym kraju prawa do chłopa… czyli męża z przydziału. Każda matka Polka powinna dostać ojca Polaka. Może nawet niekoniecznie Polaka, ważne, żeby konstytucjaaa jakiegoś chłopa jej zagwarantowała. – To ona ma jakieś trudności z posiadaniem chłopa? – zdziwił się Bźdźągwa. – Nie o to chodzi, że pani Jadzia ma jakiekolwiek trudności z posiadaniem chłopa jako takiego. Bywają takie noce, że posiada ich nawet kilku, natomiast żaden z nich nie chce prawomocnie potwierdzić tego posiadania, wiem coś o tym. Stąd to konstytucyjne pragnienie pani Jadzi.

– To jeszcze nic – wtrącił się Mietek – wiecie, czego by chciał pan Karol?

Pan Karol to największy biznesmen w naszych stronach, producent odkuwek zimno giętych, właściciel spółki z.o.o. willi z ogrodem i basenem podgrzewanym

– On chciałby – kończył Mietek – radykalnego prawa do ochrony jego własności i pozwolenia na broń! I konstytucjaaa ma to zagwarantować tak jak w Teksasie. Jeśli tylko ktoś przejdzie przez płot i znajdzie się w jego ogrodzie to… Nie powiem co i kogo ma na myśli, bo to jest oczywiste. Mogę tylko dodać, że jeśli ktoś jest tak strasznie uczulony na punkcie swojej własności, to nie powinien sadzić w swoim ogródku takich dobrych czereśni, które można łatwo spieniężyć w celu kupna, chociażby takiego czteropaka, pustego już niestety, jaki przyniósł pan Stanisław. – A ja – kontynuował, widząc, że aluzja do czteropaka nie zrobiła na mnie większego wrażenia –  chciałbym tylko prawa do produkcji artykułu pierwszej potrzeby. Nie jestem pazerny, nie chodzi mi o interes, tylko produkcję dla własnego użytku. Produkt w wysokości jednego litra dziennie satysfakcjonuje mnie w zupełności.

Gdy uprzytomniłem moim rozmówcom, że w konstytucji nie ma niczego takiego, o czym mówili Bźdźągwa, żona Bźdźągwy, pani Jadzia, pan Karol i Mietek – DiKarpio spojrzał na mnie i zapytał: – To dla kogo, do jasnej cholery jest ta nasza konstytucja?

I z tym pytaniem filozofa abnegata DiKarpio zostawiam Państwa na ostatni lipcowy weekend, bo następny będzie już troszeczkę sierpniowy. Do poniedziałku zatem!