NIGDY WIĘCEJ

Nie mam zamiaru zmieniać swojego życia, nigdy więcej nie będę nosił maseczki i będę przytulał się do każdego, kto przytulić się do starego pierdziela zechce.

Większość moich znajomych nęka pytanie: wprowadzą nakaz stonkowania czy nie wprowadzą? Myślałem, że nigdy więcej to się nie powtórzy, a jednak! Przypomina sytuację z dawnych czasów i piosenki Tadzia Rossa „Wejdą, nie wejdą”. Niby chodziło o Pana Tadeusza i czerwone mrówki, ale wtedy nikt na widowni nie miał najmniejszej wątpliwości, o kogo chodzi naprawdę. Tadzio kończył piosenkę efektownym – NIE WEJDĄ i zbierał zasłużone brawa. I nie weszli! Teraz też nie wprowadzą nakazu stonkowania. Jak donoszą zaprzyjaźnione wiewióry WUC boi się, że przekroczy tę małą czerwoną linię i w Polakach znów odezwie się ułańska fantazja, co rusza z kopyta i na oślep rwie, ułańska fantazja, która przeszkód nie zna, nie!

No cóż, ciśnienie rośnie, wystarczy jeszcze odrobinę podkręcić gaz i pokrywka spadnie. Mam nadzieję, że Polacy jednak nie pójdą w rewolucję. I wcale nie dlatego, że już zastali wykastrowani. Te same zaprzyjaźnione wiewióry twierdzą, że zrobiono to, wstrzykując stonkę, a przyjęło ją już prawie 14 milionów Polaków. To wciąż mało, bo oficjalnie twierdzi się, że powinniśmy zastonkować od 40 do 70%, aby uzyskać odporność stadną. To oczywista bzdura, co widać po państwach, które zastonkowaly prawie wszystkich swoich obywateli, jak chociażby Izrael czy Wielka Brytania i pomogło im tyle, co umarłemu kadzidło.

Dziś już wiemy, że nie chodzi o żadną odporność stadną tylko stuprocentowe wystonkowanie. Celem jest właśnie ta swojego rodzaju kastracja i tyle. Mam nadzieję, że jeśli nawet w Polakach nie obudziła się jeszcze pełna świadomość to przynajmniej odpowiedzialność. A co to jest odpowiedzialność? Kiedy umiesz odpowiedzieć na pytanie – dlaczego? Dlaczego się stonkuję, albo dlaczego się nie stonkuję! Ja się nie stonkuję, bo przez cały okres plandemii nie nosiłem maseczki, nie unikałem kontaktów, przytulałem się do patientów i owszem… załapałem! No i co?  Standardowa wit. C, węgiel, witamina D3 i przeszło. Mam prawdziwą odporność nabytą, a jak już wiemy, zastonkowana odporność nie istnieje.

Codziennie docierają do mnie potwierdzenia o słuszności moich wyborów. Tacy ludzie jak dr Hałat czy nasz fantastyczny Jurek Zięba wskazują na bezzasadność strachu, bo z covida wychodzi się bez większych problemów. Jeśli zareagujemy natychmiast, wystarczy wspomniany już węgiel i witamina C, a gdy ten czas przegapimy, jest jeszcze suramina, hydroksychlorochina czy inwermektyna. Tylko że akurat tym nie leczą! Pchają zarażonych pod respiratory, które zabijają! Dlatego nie mam zamiaru zmieniać swojego życia, nigdy więcej nie będę nosił maseczki i będę przytulał się do każdego, kto przytulić się do starego pierdziela zechce.

Nie boję się zarażenia ani trochę, a nawet chciałbym się zarazić tym białkowym kolcem, który produkują teraz zastonkowani. Dlaczego? Bo na ten kolec też można uodpornić się naturalnie! Ostatnio Kasia przysłała wywiad z dr Judy Mikovits. Jak doskonale wiecie, obserwuję Judy od dawna i mam do niej pełne zaufanie. Dr Mikovits potwierdziła moją pewność siebie na ten temat. Polecam z całego serca jej przesłanie, które wygłosiła na koniec wywiadu: Nigdy więcej żadnych masek, żadnych zastrzyków, żadnych testów jakiegokolwiek rodzaju i wszyscy będziemy żyć. I odzyskamy nasz kraj!