ODKRYCIA NAUKOWE

Wszyscy się zachwycają, że teraz mamy taki ogromny dostęp do informacji i o wszystkich wydarzeniach media informują nas prawie natychmiast. Owszem, jeśli chodzi o tragiczne incydenty jak najbardziej, bo wywołują w nas strach, a straszyć nas – to jest główne zadanie mediów. Czy jednak równie szybko i skutecznie jesteśmy informowani o odkryciach naukowych? Oczywiście, że nie i nie jest to działanie przypadkowe. Nowe odkrycia zmieniają przecież interpretację rzeczywistości a to nie podoba się trzymającym władzę.

W latach dziewięćdziesiątych, a więc 30 lat temu, mniej więcej, odkryto w sercu podobne komórki jakie występują w mózgu. Tych neurytów sensorycznych jest w sercu aż 40 tysięcy, więc już od dawna wiadomo, że serce pamięta, uczy się, myśli i czuje! Czy jednak tę wiedzę przekazuje się na uczelniach medycznych? Skąd! Uczniów i studentów uczy się, że pamięcią, uczeniem i myśleniem zajmuje się wyłącznie mózg! Dlaczego do tej pory nie wprowadza się nowych metod uzdrawiania opartych na tym odkryciu sprzed 30 lat?

Nauka udowodniła już ponad wszelką wątpliwość, że jakieś 200 tys. lat temu pojawił się na Ziemi człowiek. W zasadzie wyskoczył jak diabeł z pudełka, nagle i nieoczekiwanie, w dodatku dokładnie w takiej samej postaci w jakiej jest dziś! W szkołach jednak wciąż obowiązują dwie prawdy o pojawianiu się człowieka: teoria Darwina lub bajka o Adamie i Ewie. Bez najmniejszych skrupułów wbija się do głów dzieciom dwie brednie, zupełnie do siebie nie pasujące zresztą!

A kto ma prezentować nowe naukowe odkrycia, skoro wykładowcy na wyższych uczelniach zabiegają wyłącznie o kasę? Odbębnić wykład, zorganizować egzamin, oblać z góry ustaloną część studentów – to są ich zadania. Nic dziwnego, że absolwentów współczesnych uczelni charakteryzuje ignorancja i brak jakiegokolwiek zainteresowania ogólniejszymi sprawami. Nie mają też motywów, żeby samemu pogrzebać tu i ówdzie, poszerzać wiedzę o „nowe” tak żeby powoli zapominać o wyuczonym „starym”.

Moją znajomą przyjęła niedawno świeżo upieczona „pani doktor” i z gorliwością nuworysza zajęła się pacjentką niezwykle intensywnie. Największym problemem jaki u niej odkryła był podwyższony cholesterol (210 mg/dl) i natychmiast zaczęła wypisywać receptę na statyny! Na szczęście znajoma przeczytała moje książki, więc z godnością wstała i powiedziała do naburmuszonej pani doktor „najpierw się, dziewczynko, trochę doucz a dopiero potem zajmij się leczeniem ludzi” i nonszalancko wyszła z gabinetu. Znajoma wyszła, ale naburmuszony problem pozostał w gabinecie i w dalszym ciągu będzie wypisywał recepty na statyny.