WIZJA KOCHANKA(I)

Gdy wychodzimy za mąż czy żenimy się, jesteśmy zakochani i mamy przed oczyma swoją wizję kochanka czy kochanki.

Zauważcie, że prawie każda moja wzmianka o Kościele wywołuje w komentatorach pewnego rodzaju stupor. Nawet wtedy gdy staram się być niezwykle łagodny. A co byłoby gdybym pojechał po całości? Na szczęście nie muszę, bo robi to mnóstwo wspaniałych autorów, którzy z uporem Syzyfa walczą z czarną mafią. Ja z nikim nie walczę, więc nie walczę również z Kościołem, mówię tylko, jak jest, zostawiając ocenę ciągle wierzącym i kochającym, dyżurnym owieczkom, czytającym codziennie moje wpisy – jak napisała wczoraj jedna z uroczych komentatorek.

Zastanowiło mnie w tej wypowiedzi jedno słowo: kochająca. Najczęściej nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale nigdy nie jesteśmy zakochani w kimś, tylko w swojej wizji tego kogoś. Gdy wychodzimy za mąż czy żenimy się mamy przed oczyma wizję swojego kochanka, czy kochanki. Nic dziwnego, że po pewnym czasie, krótszym lub dłuższym, zaczynamy dostrzegać kim ona czy on jest naprawdę. To się najczęściej nie zgadza z naszą wizją i się odkochujemy. Kochaliśmy przecież naszą wizję, a nie kogoś z krwi i kości!  

Coraz częściej związki rozlatują się właśnie z tego powodu. Gdy rozmawiam z moimi patientami na ten temat zawsze twierdzą, że partner ich zawiódł. On jej ufał, a ona poszła do łóżka z jego najlepszym kolegą; ona mu wierzyła, a on przegrywał w karty uciułane oszczędności. Nie jest łatwo wytłumaczyć, że ani ona mu nie ufała, ani on jej. Oni tylko wierzyli i ufali swojej wizji partnera czy partnerki. Nie jest również łatwo przyznać się, że ta wizja od samego początku była nieprawdziwa. Patrzyłaś(eś) na nią (jego) przez różowe okulary zakochanego cielęcia, więc do kogo możesz mieć teraz pretensje? Straciliście uważność i nie chcieliście widzieć kim ona czy on jest naprawdę! 

Podobnie ma się problem z Kościołem. Większość z wiernych jest zakochana w swojej wizji Kościoła. Iluż to moich patientów zachwycało się atmosferą, organami, pieśniami, pięknymi słowami o miłości, przekazywaniem sobie znaku pokoju. Oni nie chcą widzieć tych wszystkich brudów, które pozamiatano pod kościelny dywan. Znamy doskonale przykłady parafian, którzy ze wszystkich sił bronili swojego proboszcza pedofila. Przecież to taki miły człowiek i takie piękne głosi kazania. Wszyscy byli zakochani w wizji proboszcza i nie chcieli zmienić się w chłodnego Obserwatora, który mógłby zniszczyć ich wizję kochanka w sutannie.

Wbrew temu co ludzie twierdzą, oni wcale nie chcą być Obserwatorami. Nie chcą także dojrzewać, rozwijać się, zmieniać, chcą żyć w swoim sztucznym świecie! Mój także jest sztuczny, każda rzeczywistość jest sztuczna, ale ja na nią nie narzekam. Wręcz przeciwnie, zawsze podkreślam, że starość to najpiękniejszy okres w mim życiu. Postawa Obserwatora zobowiązuje mnie jednak do opisywania rzeczywistości taką, jaką widzę, bez ukrytego celu zmieniania czytelników. Piszę swoje felietoniki czy książki z potrzeby serca i jeśli ktoś z nich skorzysta to pięknie, a jeśli nie – to nie!

guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments