ATRAKCYJNA ŚMIERĆ?

Kultura wtłoczyła w nas przerażający lęk przed śmiercią, a przecież żaden człowiek nie kończy się wraz z nią. Tutaj umierasz, tam się rodzisz, normalka!

Zostańmy jeszcze na chwilę w atmosferze spraw ostatecznych i zastanówmy się nad tym, jakiegoż to potwora zrobiono ze śmierci. Kultura wtłoczyła w nas przerażający lęk przed śmiercią, a przecież żaden człowiek nie kończy się wraz z nią. Po prostu przechodzi z jednej ścieżki kwantowej na drugą, którą dalej będzie wędrował w tym samym kierunku – w kierunku rozwoju. Tutaj umierasz, tam się rodzisz, normalka! Materia wchłonie ciało, duch natychmiast znajdzie sobie jakąś wolną macicę, w której zagnieździło się zapłodnione jajeczko. Na całym świecie miliardy ludzi kopulują zawzięcie, abyśmy mogli sobie wybrać swoją komórkę do wynajęcia.

To nie jest jedyne wyjście, bo jeśli jesteśmy na wyższym poziomie duchowym, możemy zrezygnować z ponownych narodzin i wybrać zupełnie inny wymiar w niezliczonej ilości innych Wszechświatów, albo wrócić do Źródła. Sami o tym decydujemy, a nie żaden sąd ostateczny, bo sami też osądzamy poziom swojego rozwoju, jaki osiągnęliśmy do tej pory. Podoba się taka perspektywa? Tylko nie pytajcie mnie, czy jest „prawdziwa”, bo każdy z nas nadaje wszystkiemu piętno „prawdy” lub „nieprawdy”, a Wszechświat, to cudowne ustrojstwo skonstruowane jak posłuszny Dżin, realizuje wszystko, co uznamy za „prawdę”. 

Z perspektywy starego człowieka śmieszy mnie teraz to całe uganianie się za pieniędzmi, władzą, prestiżem. Pewnie, że od dawna wiedziałem, że czeka mnie śmierć, ale wiedza nie powstrzymywała mnie od idiotycznego (z mojej dzisiejszej perspektywy) zabiegania o te nieistotne pierdoły. Niczego z tego co tak skrzętnie nagromadziliśmy, nie weźmiemy przecież na „tamtą stronę”. Wiemy o tym, ale zawsze myślimy, że to taka odległa możliwość. Co prawda wokół nas wciąż umierają nasi najbliżsi, ale my zawsze mamy nadzieję, że to jeszcze nie nasz czas, więc dalej w trudzie i znoju zabiegamy o swoje coraz droższe zabaweczki.

A gdy przyjdzie śmierć, a często przychodzi znienacka, zniszczy wszystkie nasze zabawki, dokonania, zasługi, nawet pamięć po nas. Jakoś tak latem spotkałem się z grupą sympatycznych, ludzi. Rozmawialiśmy o poezji, a ja powiedziałem, że największym jej interpretatorem był Wojciech Siemion. W gronie tych inteligentnych, kulturalnych i wcale nie takich znowu młodych ludzi nikt nie wiedział, kim był Siemion. A przecież to była niekwestionowana gwiazda aktorstwa lat siedemdziesiątych! I wspaniały, dobry człowiek, który (tak się złożyło) wprowadzał mnie w trudne arkana sztuki przez duże S. To dzięki niemu poczułem poezję Białoszewskiego, która wcześniej była dla mnie jedynie niezrozumiałym bełkotem.  

Śmierć zaciera wszystko i mozolnie budowane piedestały rozsypują się w proch wcześniej czy później. Wszystko, co robimy w naszym życiu to pisanie patykiem po piasku, a wiatr czasu i tak wszystko zasypie i zagrzebie na amen. Czasami nie zdążymy nawet przeczytać tego, co na tym pasku napisaliśmy, ale wciąż piszemy i piszemy… A to wymaga wysiłku, trudu, starań, ale przecież wpojono w nas, że życie to harówka, krwawica, mordęga od urodzenia aż do śmierci. Czy z takiej perspektywy śmierć nie wydaje się atrakcyjna i pociągająca?

guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments