ŻEBY TRADYCJI STAŁO SIĘ ZADOŚĆ

Żyjemy wiecznie, więc śmierci nie ma. Darujmy sobie opowieści o pożegnaniu z ciałem w taki sposób, aby odbyło się to pięknie. Chcecie się bawić w sztukę umierania?

Zastanawiałem się, czy w tym roku także powinienem dostosować się do nostalgicznego nastroju związanego ze śmiercią, bo już tyle tekstów napisałem na ten temat. Odkąd zawodowo param się piórem zawsze w tym okresie pisałem felietony około grobne. Kiedyś satyryczne, potem bardziej liryczne, ale nigdy nie beznadziejnie smutne. Bo śmierć nie jest przecież taka, mam tę pewność od czternastu lat odkąd jestem na nią gotowy. Bez oczekiwań, ale i bez strachu. Czego niby mam się bać skoro już poznałem smak wieczności? 

Żyjemy wiecznie, więc śmierci nie ma. Darujmy sobie opowieści o pożegnaniu z ciałem w taki sposób, aby odbyło się to pięknie. Chcecie się bawić w sztukę umierania? Mnie to nie interesuje, bo zbyt pochłania mnie sztuka życia. Śmierć może być ciężka i bolesna, ale wcale taka być nie musi jeśli nie mieliśmy ciężkiego i bolesnego życia. Co prawda dopiero na starość nauczyłem się sztuki wybierania wszystkiego, co pozytywne, ale jednak się nauczyłem. Teraz  wybieram światłość, nie interesuje mnie ciemność, życie, a nie śmierć i miłość, a nie nienawiść. Znam takich, których pociąga wszystko, co negatywne. Tkwią zapiekli w żalu, poczuciu krzywdy i niesprawiedliwości i najzwyczajniej w świecie tracą bez sensu swoją energię. Co najwyżej modlą się o lepsze życie.  

Tu nie ma się co modlić o życie tylko ŻYĆ! Wierzący ludzie przez całe życie uczą się jak NIE ŻYĆ, a gdy są coraz bliżej przejścia, boją się umrzeć. Bez sensu! Całe ich życie było złe, bo całym sercem wierzyli, że żyją w złym świecie, ich złe ciało wiodło ich na pokusę złego, wybierali złych partnerów do złych związków więc jakiej mogą spodziewać się śmierci? Złej – to oczywiste. Kościół zawsze uczył nas złej śmierci. Gdy Jezus konał na krzyżu, nie było przy nim ani jednego ucznia. Zwiali, bo bali się, że też umrą gdy zostaną złapani. Z tego samego powodu nie poszli do grobu, żeby zobaczyć ciało swojego mistrza. Z tego co pamiętam, odważyły się na to tylko dwie Marie, jedna z nich prostytutka zresztą. Czego miały więcej, odwagi czy miłości?

Jeśli nasze życie opiera się na miłości, ufności, radości i zabawie będziemy wiedzieli jak umrzeć kiedy przyjdzie po nas zegarmistrz światła purpurowy. Śmierć nie jest przecież żadnym końcem życia, to tylko kolejny epizod w nieskończonym ciągu podobnych epizodów. Człowiek wybudzony, żyjący pełną świadomością będzie miał taką samą śmierć i przeżyje ją z taką samą miłością, ufnością, radością i zabawą. Pamiętacie, jak umierał mój ulubiony filozof Sokrates?

O wschodzie słońca miano mu podać cykutę więc jego wielbiciele byli przerażeni. Ich mistrz umierał przecież tylko za to, że mówił ludziom prawdę. Uczniowie wstrzymali oddech, a Sokrates był podniecony i nie mógł się doczekać tej chwili.  – Jeszcze słońce nie wzeszło? – pytał poirytowany. – A dlaczego ci się tak śpieszy? – pytano go. – Poznałem i przeżyłem życie, chcę poznać i przeżyć śmierć. Chcę jej posmakować, bo wiem, jak smakuje wszystko inne.  To jest ostatni dar tego życia i dlatego tak mi się śpieszy!

Ot i znowu popełniłem okolicznościowy tekst przy kieliszku czerwonego wina, zapalonej świecy i wspominkach o moich bliskich zmarłych. Żeby tradycji stało się zadość.

 1,431 – ilość odwiedzin