CZEKAĆ? PO CO?

Jest naprawdę coraz więcej fantastycznych ludzi, którzy nie chcą czekać, nie boją się mówić jak jest i, bez owijania w bawełnę, wskazywać drogę ku wolności.

Jestem pod wrażeniem wczorajszych komentatorek, które JUŻ są przygotowane na każdą ewentualność. Obowiązek stonkowania im nie straszny, wiedzą co i jak, więc jakby co, to „nie bójta się!” To fantastyczna postawa, bo niby po co czekać? Większość Polaków jest wciąż zaskakiwana jak drogowcy pierwszym śniegiem. Czekają na Godota, powtórne przyjście Jezusa, lądowanie Plejadian, ale żeby samemu trochę poszperać w Necie, zebrać trochę perełek do swojego naszyjnika wiedzy – za trudne. 

A jest naprawdę coraz więcej fantastycznych ludzi, którzy nie chcą czekać, nie boją się mówić jak jest i, bez owijania w bawełnę, wskazywać drogę ku wolności. Władza zjada już własny ogon i żadne ogłaszanie stanów wyjątkowych im nie pomoże. Świadomość w Polakach naprawdę się budzi, a rozbudzonych jest coraz więcej. Sam nie wiem, co musieliby zrobić, żeby ten proces zatrzymać. Nie chcę być jednak panem totumfackim, bo mamy wciąż ogromną armię przesiąkniętych strachem. Nie wiem doprawdy, czego się boją. Ryzyka zarażenia? Przecież samo życie w 3D jest jednym wielkim ryzykiem. W każdej chwili możemy wpaść pod samochód, zachorować czy zostać trafionym przez piorun. Dlatego mamy czekać w piwnicy i nie wystawiać z niej nosa? 

Mozolne ciułanie wiedzy pozwoli na zbudowanie własnego matriksa i wzięcie odpowiedzialności za swój los. Nie tylko zresztą, bo bycie człowiekiem zobowiązuje nas do wzięcia odpowiedzialności również za innych, za Polskę i za matkę Ziemię. Przepraszam za tę afektację, ale inaczej się nie da! Nie da się całe życie czekać i nie da się uciec od odpowiedzialności! Chyba że tak bardzo pokochaliśmy status niewolnika, a pobekiwanie na jedną nutę w stadzie pobożnych owieczek wciąż nam odpowiada. Być członkiem stada to komfort, ale to nie jest rozwojowe. Wyróżnianie się może co prawda narazić nas na mniejsze lub większe kłopoty, stąd wybór: albo podejmiemy ryzyko, albo wszystko będzie tak jak do tej pory na wieki wieków amen.

Wbrew pozorom nie trzeba wiedzieć jak i co zrobić, żeby zmienić rzeczywistość. Najważniejsza jest sama chęć zmiany! Jeśli będziemy gotowi do zmian, możliwości pojawią się znikąd. Może ktoś Was zachęci do Ruchu Wolnych Ludzi? Albo do WIR-u? Albo… Nawet sobie nie wyobrażacie, jak dużo może być tych „albo”, bo Pole Kwantowe tylko czeka na naszą gotowość, żeby nam coś podrzucić. Wystarczy zaufać własnej duszy, a Wszechświat zaopatrzy nas w to wszystko, co będzie nam potrzebne do zmian. Trzeba jednak wyjść ze swojej piwnicy, nie ma zmiłuj!

Są także tacy, którzy mają ogromne wątpliwości co do oficjalnej narracji związanej z plandemią, a nawet pewność, że to ściema, ale ani słowem o tym nie pisną w obecności innych. – Ja nie będę nikogo przekonywać – mówią – niech to robią inni, mądrzejsi. Pewnie, że nie musimy mówić każdemu, co wiemy i wyjaśniać jaką drogą grafen wchodzi do komórek w mózgu. Musimy się zastanowić co i do kogo mówimy! Ale zawsze trzeba być w zgodzie ze sobą, aby nie zachwiać subtelnej równowagi pomiędzy umysłem a duszą. Żebyśmy zawsze mogli bez odrazy spojrzeć na siebie w lustrze.

guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments