DYLETANCI CZY TCHÓRZE?

Jesteśmy dyletantami jeśli wciąż nie wiemy, że noszenie szmaty na twarzy jest szkodliwe, a tchórzami jeśli o tym wiemy, a mimo to je nosimy.

Od ostatniego weekendu wiem, że większość moich rodaków to dyletanci albo tchórze. Dyletanci jeśli wciąż nie wiedzą, że noszenie maseczek jest szkodliwe, a tchórze jeśli o tym wiedzą a mimo to je noszą. I nie przyjmuję wyjaśnienia, że za brak maseczki narażamy się na wysoki mandat. Doskonale wiemy jak uniknąć płacenia, jest mnóstwo poradników na ten temat. Skąd ta moja pewność? Z doświadczenia, jakże by inaczej. 

Podczas weekendu wybraliśmy się z małą żonką na zakupy. Robiliśmy je w dwóch dużych supermarketach. W każdym z nich mnóstwo ludzi, wszyscy w szmatach na twarzy. Oprócz mnie rzecz jasna! Tylko w jednym jakiś nawiedzony gość, taki sam kupujący jak my, zapytał mnie, dlaczego nie mam szmaty. Odpowiedziałem grzecznie dlaczego, on mnie przeprosił i na tym sprawa się zakończyła. A wieczorem poszliśmy jeszcze na recital mojego starego przyjaciela Jana Jakuba Należytego. Wszyscy widzowie w maseczkach. My nie! Nikt się nie wtrącał, nie interweniował, nikt nie pytał!

Wnioskuję zatem, że moi rodacy noszą maseczki, bo chcą! Wiedza o szkodliwości ich noszenia nie jest wiedzą tajemną, tak samo zresztą jak wszystkie inne fakty dotyczące infekcji i sposobów jej leczenia. Informacja wciskana nam do głów, że nie ma innej możliwości ochrony jak tylko stonkowanie, jest przecież z gruntu fałszywa. Mamy mnóstwo sposobów, aby tej infekcji uniknąć, a gdy już nas dopadnie, są medykamenty, które pozwolą nam z tego dziadostwa wyjść. Żaden z tych sposobów nie jest jednak promowany, a oficjalne leczenie pacjentów polega na szpitalnym „nieleczeniu”, którego symbolem jest osławiony respirator.   

Obrzydliwym łajdactwem jest, że nie mówi się ludziom o kluczowej roli układu odpornościowego i o tym jak go wzmacniać, aby uniknąć infekcji. A ogromnym świństwem, że nie promuje się amantadyny czy takich leków jak molnupiravir, ronapreve i regkiron. Ale już skończonym ku… skończoną podłością jest zakaz wypisywania amantadyny na receptę, czyli praktycznie zakaz jej sprzedawania, jaki wydał minister od chorób. Pewnie, że tego pana nie przerażają kolejni zmarli, jemu przecież nikt nic nie zrobi z tego powodu, bo „nie podlega pod jurysdykcję polskich sądów”. Okazuje się, że wszystko już mogą nam zrobić, a my nie protestujemy.

Polacy wciąż się boją, bo od rana do wieczora są epatowani przerażającą ilością zmarłych z powodu covida. Oczywiście dotyczy to tylko pacjentów niezastonkowanych! Tylko czy ci wystraszeni ludzie zdają sobie sprawę, że to są dane fałszywe? Czy wiedzą, że za pacjenta zastonkowanego nasz chory system uważa człowieka dopiero po pewnym czasie od przyjęcia drugiej dawki? Czy mają pojęcie, że śmierć z powodu raka, zawału serca, wylewu i każdej innej choroby zalicza się do covidowych zgonów jeśli zmarły jest uznany za pozytywnego przez fałszywe testy? Do tych faktów nie tak trudno dotrzeć, ale jak mogą to zrobić dyletanci i tchórze? Są oczywiście wyjątki, ludzie, którzy nie boją się głosić prawdy tacy, chociażby jak prezydent Siemianowic Śląskich, którego wystąpienie możecie obejrzeć TUTAJ. Ale ogromna większość wciąż śpi!