JESTEM PATRIOTĄ?

Bardzo przepraszam, że nie mieszczę się w sztywnych ramach promowanego patriotyzmu, ale to wcale nie znaczy, że nie znam tego uczucia.

Nie, nie wywiesiłem flagi wczoraj ani przedwczoraj. Im dłużej żyję, tym bardziej słowo patriotyzm brzmi dla mnie coraz bardziej pejoratywnie. Jeśli miarą prawdziwego patriotyzmu jest zawodzenie hymnu albo łażenie po ulicach z biało-czerwoną flagą, to ja bardzo przepraszam, ale taki odświętny nie jestem. Odpustowy patriotyzm na pokaz mam tam, gdzie jako obywatel mieć go nie powinienem, ale czy ja naprawdę jestem obywatelem? Bycie obywatelem oznacza przecież, że mam niezbywalne prawa obywatelskie, a ostatnie lata uświadomiły mi łopatologicznie, że tak naprawdę nie mam żadnych praw!

Majowy jarmark z wywieszaniem flag o wielkości boiska nie wzbudza we mnie patriotycznych uniesień. Tak samo jak maszerowanie z białoczerwonym wężem po ulicach miast. Może dlatego, że w cieniu tych gigantycznych flag widzę znów, jak obce wiatry gnają obce orły na proporcach. Naprawdę podoba Wam się cyrk z uzbrajaniem naszej „armii” przez wielkiego brata zza wielkiej wody za przeogromną kasę? Wierzycie, że z tym uzbrojeniem „nie oddamy nawet guzika”? Historycznie rzecz biorąc, każde uzbrojenie naszego wojska nigdy nic nie dało, nie licząc apanaży dla elit wojskowych, bo jak wiadomo, największa korupcja była i jest w wojsku. Pieniądz jest przecież nerwem wojny! Polacy jakoś nie protestują przeciwko zakupowi obrzydliwe drogich zabawek, a nawet się cieszą gdy coraz więcej obcych wojsk stacjonuje w naszym kraju, bo przecież są patriotami. Ku chwale ojczyzny!!!

Do tej pory patriotyzm w naszym wydaniu, to raczej parafialno – narodowa ksenofobia, która prowadziła do nacjonalizmu. W moim sercu nie ma dla niej miejsca. Dla mnie patriotą jest ktoś, kto na co dzień zbiera psie kupy, segreguje śmieci, interweniuje, gdy widzi chamstwo na ulicy i raz na jakiś czas idzie do lasu pozbierać śmieci do wora, jak robi to od lat Wicio Zborowski, chociażby. Też to robiłem, dopóki jeszcze mogłem chodzić na nieco dłuższe odległości. I dla każdego napotkanego człowieka ma uśmiech, dobre słowo i dobrą energię wysyłaną z pola serca. To są dla mnie prawdziwi Polacy, moi bracia i przyjaciele, z którymi czuję nie tylko bliskość, ale i prawdziwą miłość.

Bardzo przepraszam, że nie mieszczę się w sztywnych ramach promowanego patriotyzmu, ale to wcale nie znaczy, że nie znam tego uczucia. Gdy czasami w słoneczny dzień siedzę sobie pod miedzą na jakimś polu, gdzie dzięcielina pała, moje serce jest pełne patriotyzmu po kokardę. Najmocniej czuję się Polakiem w samotności, wśród natury, słuchając śpiewu skowronków, szumu wiatru w gałęziach wierzb i patrząc na falujące łany zbóż, które ten wiatr delikatnie muska. Wystawcie tam wielką biało-czerwoną flagę i czar pryśnie!

Zawsze pryska, gdy widzę naszych polityków obnoszących swój patriotyzm w towarzystwie sukienkowych najczęściej. Wtedy wciąż dźwięczą mi w uchu słowa Michaela Greenberga: Dobry patriota musi bronić swojego kraju przed jego rządem. Do obrony czegokolwiek to ja już raczej się nie daję, szczególnie kraju, ale mimo to uważam się za patriotę, bo jak powiedział brytyjski pisarz Melvin Burgess – To, że jestem patriotą, nie oznacza, że mam być idiotą. I mało mnie to obchodzi, że dla wielu prawdziwych polskich patriotów jestem jednak idiotą.

guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments