KLUCZ DO SZCZĘŚCIA

Klucz do szczęścia ma każdy, tylko o tym nie wie. Nawet ostatni kretyn zauważy, że ta sama rzeczywistość jest dla każdego inna.

Klucz do szczęścia ma każdy, tylko o tym nie wie. Nawet ostatni kretyn zauważy, że ta sama rzeczywistość jest dla każdego inna. Patrzymy na to samo miasto, na tę samą ulicę, na tych samych ludzi i każdy widzi co innego. Dla jednych to wonderful world a dla innych koszmar! To nie zależy ani od statusu społecznego, ani od zasobności portfela, płci, wieku czy czegoś tam jeszcze. Wygląda na to, że to kwestia jakiegoś filtru, przez który patrzymy na świat.

I tak jest w istocie, klucz do szczęścia to te słynne niewidzialne różowe okulary! W młodości nosiliśmy je stale, potem coraz częściej zostawialiśmy w domu, a na starość zapomnieliśmy, że wciąż możemy je nosić. A to przecież nic innego jak wybór radosnych emocji, przychylnego nastawienia do rzeczywistości, spojrzenia na świat bardziej życzliwie. To się da zrobić, tyle że trzeba trenować i stosować swój klucz do szczęścia  całkowicie świadomie.

Już kilka razy przedstawiałam medytację wdzięczności, więc nie będę do niej wracał. Przypomnę tylko, że chodzi o to, aby w ciągu dnia koncentrować się na wszystkim, co przynosi nam radość. Nie jest to łatwe, bo człowiek ma naturalną skłonność do skupiania na wszystkim, co go drażni. Doskonały pretekst, żeby swoje niezadowolenie wyrażać głośno, wpisując się do klubu „naszych”, czyli wiecznie rozczarowanych rodaków. Jeśli nawet zdarzy się takiemu coś dobrego, przyjmuje to całkowicie obojętnie, bo to mu się należy jak psu micha. Dla takich ludzi medytacja wdzięczności naprawdę potrafi odmienić życie.

Ale są także inne narzędzia, które możemy zaliczyć do rodzaju klucz do szczęścia. To rodzaj zaklęcia w rodzaju „Sezamie otwórz się”, czy „Abrakadabra”. Najlepiej samemu wymyślić sobie takie zaklęcie, które powtarzamy jak mantrę. Robimy to zawsze i wszędzie, a szczególnie wtedy gdy spotyka nas coś niezbyt przyjemnego. Vadim Zeland podrzuca nam swojego gotowca, który brzmi tak: Mój świat troszczy się o mnie. Niby wszystko w porządku, merytorycznie i literacko, ale…  Podchodzą mnie wolne numery. Taki już jestem. Dlatego wymyśliłem sobie swój własny klucz do szczęścia.

Wy także znajdźcie sobie coś takiego np: Świecie mój daj mi żyć, z dala stój i mnie odpuść sobie! No to co, że z Ani Wyszkoni? Wolicie Piotra Cugowskiego? Daj mi żyć, daj oddychać mi, daj po prostu być! Jeśli nie chce wam się myśleć i będziecie otwarci, tego typu sympatyczne slogany będą się do Was pchały drzwiami i oknami. Chociaż wymyślenie swojego klucza szczęścia nie jest takie trudne i zrobił to nawet Mietek, znajomy filozof abnegat spod spożywczaka, który wymyślił dla własnego użytku Świecie mój nie bądź ch…! I można?

P.S.

Nareszcie wiosna pozwoliła na pogaduchę z mojego ogródeczka. Komentarze, jakże cenne dla mnie, bo są zaczynem kolejnych projektów, umieszczajcie pod filmikiem na YouTube. Zapraszam zatem na pogaduchę  WESOŁY NAM DZIEŃ DZIŚ NASTAŁ, czego z całego serca życzę zawsze, niekoniecznie przy okazji Wielkanocy.

guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments