MAŁPIA OSPA

Jak na razie mówią nam, że nie musimy bać się małpiej ospy absolutnie, ale plany jakie „wyciekły” w tej sprawie są przerażające.

Dziękuję za fantastyczne komentarze pod moim ostatnim postem. Każdy z nich zasługuje na pochylenie się nad nim, ale we mnie zawibrował komentarz Moniki. Monika podziela mój stosunek do rzeczywistości, ale zastanawia się, czy aby nie wynika z tego, że nam łatwiej. Być może mi łatwo mówić, bo rodzina jakaś wyjątkowa, bo praca, którą uwielbiam, bo zwierzęta kochające i górki za domem? Być może mi łatwo mówić, bo córka psycholog kliniczny… No cóż, moja rodzina jest również wyjątkowa, uwielbiam swoje sesje hipnoterapii, uwielbiam moich patientów, uwielbiałem zresztą każdą pracę, której się podejmowałem, wszystkie koty kochały mnie, córka fantastyczna… Może nie mam górki za domem, ale swój ogródeczek jak najbardziej. Czy z tego wynika, że jesteśmy w czepku urodzeni i dlatego życie ścieli nam się czerwonym dywanem pod stopami?

Absolutnie nie! Pewnie część czytelników będzie zniesmaczona, ale jestem przekonany, że mój start w życie zaczynał się na dużo niższym poziomie niż w ich przypadku. Nie wiem, jak to było z Moniką, ale ja pasałem swoje krowiny na miedzy i chodziłem do szkoły, w której biblioteką były dwie szafki stojące w rogu klasy. Zupełnie nieświadomie budowałem swój matriks myślami pełnymi marzeń (zawsze pogodnymi) i uczuciem miłości do wszystkiego, co żyje. Od pewnego czasu, czyli od czasu moich nowotworów, buduję go już całkowicie świadomie, akceptuję rzeczywistość taką, jaka jest i zrywam z niej swoje szczęście jak świeże wiśnie! Owszem, współczuję tym, którzy cierpią, ale nie cierpię razem z nimi, bo wiem, że… (i za to pewnie będą chcieli mnie zabić wszyscy biedni, chorzy i zgorzkniali ludzie), że to oni sami stworzyli sobie piekło swoimi myślami, uczuciami i działaniem!

Zastanówmy się przez chwilę nad sławną już plandemią. Wszyscy byliśmy indoktrynowani, straszeni, wręcz terroryzowani tak samo, ale nie wszyscy dali się zastraszyć i zastonkować. Wszyscy mieliśmy dostęp do alternatywnych źródeł wiedzy, ale wielu z nas odeszło na zawsze, bo nie byli w stanie przełamać strachu, aby sięgnąć po „zakazane” metody i medykamenty a na covidowych oddziałach nie otrzymali skutecznego leczenia. Nie inaczej będzie z małpią ospą. To, co się teraz dzieje to powolne gotowanie żaby. Na razie mówią nam, że nie ma się czego obawiać, ale plany jakie „wyciekły” w tej sprawie są przerażające. Małpia ospa to nic nowego, ale podobno nową plandemię małpiej ospy wymyślono w marcu 2021 roku wraz z dokładną mapą drogową: gdzie się zacznie, kiedy i ile będzie ofiar! A chodzi o miliony ludzkich istnień!

Zastanawiałem się, czy upubliczniać materiał na ten temat, bo jestem ostatni, który chciałby kogokolwiek straszyć. Doszedłem jednak do następującego wniosku: skoro ja się nie boję, dlaczego mają bać się czytelnicy? Gdy będziemy zdawać sobie sprawę, że już niedługo zaczną nas straszyć w sposób niemiłosierny, będziemy gotowi, aby adekwatnie zareagować na nową szczypawkę „ratującą życie”. Warto również wiedzieć, że nowa szczypawka jest gotowa od 2019 roku! Tylko czeka na zmówienie ministra Niedzielskiego! I zapewne się doczeka. Zakład? 

Tak czy siak, macie tutaj link na ten temat z zastrzeżeniem, że może być tylko fake – newsem. Zweryfikowanie tego nie będzie trudne, bo jesień przyjdzie, zanim się obejrzymy i cała prawda ukaże się bez obsłonek. A my jak zawsze mamy wybór, bać się czy nie bać, już czy później, stonkować się czy nie stonkować. Nie chcę odpowiadać za Monikę, ale ja na pewno będę tworzył swój matriks bez małpiej ospy, skupiając się na rodzinie, sesjach hipnoterapii, ogródeczku i kończeniu pisania mojej przedostatniej książki „Być duszą”. A kto chce, niech się boi! Ma do tego święte prawo!

guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments