NALEWKA Z WROTYCZU (dla zdrowotności)

Nalewka z wrotyczu z pasożytami radzi sobie znakomicie, wspomaga trawienie, pobudza akcje serca, wzmaga wydzielanie hormonów i działa rozgrzewająco.

Chcemy czy nie, lato powoli się kończy, więc nadchodzi pora przygotowania przynajmniej kilku ziołowych specyfików. W każdej domowej apteczce powinny się zaleźć, żeby z byle powodu nie biec do apteki po wątpliwej jakości medykamenty. Te domowe robione są na bazie ziół zbieranych własnoręcznie, więc materiał wyjściowy jest naprawdę wysokiej jakości. Nie będę teraz zajmował się różnymi sposobami przetwarzania ziół, bo jest ich sporo, od najprostszego suszenia aż do różnego rodzaju wyciągów, toników, syropów, maści itd. W naszym domu preferujemy nalewki ziołowe, na fotce widzicie te z domowej apteczki małej żonki. I cóż my mamy?

Nalewka z wrotyczu! Dziś kilka słów o nalewce z wrotyczu, ale jeśli będziecie zainteresowani, pozostałymi napiszę o nich w kolejny piątek. Dziś o wrotyczu, bo akurat łąki wyzłocone są żółtymi kuleczkami wrotyczu, więc powinniśmy mieć piękne zajęcie w ten weekend. Wrotycz jest fantastyczną alternatywą dla sterydowych i niesterydowych leków przeciwzapalnych, zawiera bowiem bardzo dużo substancji przeciwzapalnych, silnie odkażających, przeciwbólowych, uspokajających, przeciwdepresyjnych, rozkurczowych, żółciopędnych, żółciotwórczych, regulujących przemianę materii i odtruwających. Niestety zawiera również tujon i to jest doskonały pretekst, aby Unia Europejska zaczęła z nim wojnę.

Tujon jest związkiem toksycznym, nie oszukujmy się. Ma strukturę zbliżoną do kanabinoli zawartych w konopiach, więc stosowany wewnętrznie może prowadzić do poronienia, dlatego nie powinien być zalecany kobietom w ciąży. Jest dobrze rozpuszczalny w alkoholu i tłuszczu, w nalewce może być również niebezpieczny. Jednak to kwestia dozwolonej dawki, bo trzeba naprawdę sporo tej nalewki wypić, żeby sobie odciąć kawałek ucha. Niejaki Vincent van Gogh zrobił to, nadużywając absyntu, czyli nalewki na piołunie, a przecież piołun zawiera ten sam tujon co wrotycz. Zatem warto pamiętać, że wrotyczowa  nalewka to nie żubrówka i lepiej traktować ją z szacunkiem. A najlepiej używać jej tylko zewnętrznie, jeśli nie mamy umiaru w jedzeniu i piciu.

Ja nie mam z tym problemu, piłem niejednokrotnie po łyżce stołowej tej nalewki i oba uszy mam całe. Nie miałem również konwulsji, drżenia mięśni, stanów napięcia i pobudzenia, a to może się komuś przydarzyć, nie wszyscy bowiem jesteśmy tacy sami. I po co piłem tę nalewkę? Bo mi się skończyła nalewka z orzecha włoskiego, a ta z wrotyczu również wspomaga trawienie. Poza tym pobudza akcje serca, wzmaga wydzielanie hormonów, a także zwiększa ukrwienie narządów płciowych. To teraz już wiecie po co! Nie mówię już o robalach, bo z pasożytami radzi sobie znakomicie, a i przy grypie skutecznie budzi naszego wewnętrznego doktora, czyli system odpornościowy, działa przecież rozgrzewająco i przeciwbólowo.

Bardzo dobrze sprawdza się przy bólach reumatycznych, nacieramy więc nią obolałe nogi i ręce, spryskujemy ciało przeciwko komarom i rośliny przeciwko mszycom w ogródeczku. Sporządzenie nalewki jest dziecinnie proste: rozdrabniamy ziele i kwiat, ładujemy do zakręcanego słoja po kokardę (bez mocnego ubijania) i zalewamy 60-70% alkoholem. Powinna macerować się przez sześć tygodni, ale u mnie potrafi stać pół roku albo i więcej, zanim ją odsączę. Bo sporządzanie nalewki powinno być radością, świętowaniem, a nie obowiązkiem. Dlatego zachęcam do świętowania w ten weekend robiąc wrotyczową nalewkę. Zanim jednak wybierzecie po wrotycz, zapraszam do mojego ogródeczka na sierpniową pogaduchę „Gdzie tworzy się rzeczywistość”. Do poniedziałku zatem.

guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments