WSZYSCY JESTEŚMY HIPOKRYTAMI

O bzdurnych procedurach w służbie zdrowia. O uczciwości i hipokryzji. O strachu. O wpływie otoczenia na nasze DNA, zdrowie i duszę.

Mam sporo znajomych w służbie zdrowia, coraz częściej są to także moi patientci: lekarze, pielęgniarki, salowe. Gdy spotykamy się, opowiadają co się u nich dzieje, wznosząc oczy ku niebu. Bez skrupułów opowiadają o bzdurnych procedurach, które nie tylko nie pomagają, ale wręcz szkodzą pacjentom. O fałszowaniu danych, o wypisywaniu fikcyjnych powodów zgonów, o aplikowaniu nieskutecznych, ale zalecanych medykamentów, o łapówkach itd. Służba zdrowia w naszym ukochanym i umiłowanym kraju nigdy nie była święta, ale sięgnęła dna od czasu plandemii – tak przynajmniej wynika z tych opowieści.

Pytam zatem, jak oni się w tym wszystkim czują. Czy protestują w jakiś sposób lub jakoś, gdzieś, komuś ujawniają stan rzeczy? Patrzą na mnie wtedy jak na jakiegoś cudaka. I zaczyna się opowieść o dzieciach do wykarmienia, kredytach i potrzebie życia na jakim takim poziomie, a nawet o miłości do pacjentów (sic). Z tego powodu na przykład przemycali amantydynę dla chorych leżących na oddziale albo pod osłoną nocy robili pacjentowi po kryjomu wlew z witaminy C i DMSO. Owszem, biorą jakieś gratyfikacje od członków rodziny, żeby im nie było przykro, ale w gruncie rzeczy są uczciwi. Widzą, co się dzieje, ale milczą, bo… dzieci, kredyty, itd.

– Jeśli sam lub sama boisz się ujawniać, to podaj mi konkrety, a ja je upublicznię – niejednokrotnie zgłaszałem taką ofertę, ale zawsze słyszałem prychnięcie. – Urwałeś się z choinki?! Przysłali nam takiego sk… partyjniaka na szefa, że nie ma o czym mówić. Wywęszy coś takiego na odległość, dojdzie po danych, kto podkablował i co wtedy? Wyp… mnie z hukiem pod pierwszym wymyślonym pozorem. A dzieci, kredyty? Możesz napisać ogólnie o sytuacji, ale ani mi się waż podawać jakiekolwiek szczegóły, o jakich rozmawialiśmy.

Pewnie niektórzy z Was oburzą się na moich rozmówców, może nawet nazwą ich hipokrytami. Ja tego nie zrobię, bo jak wiecie, nie oceniam nikogo, zdając sobie sprawę, że każdy z nas ma inny problem do przerobienia na swojej ścieżce rozwoju duchowego. Owszem, pewnie są hipokrytami, ale kto nie jest, niech rzuci w nich kamieniem. W jakimś stopniu wszyscy jesteśmy hipokrytami. Marzymy o życiu w szczęściu, zdrowiu i miłości, ale zamykamy szeroko oczy gdy pospolitość zaczyna zbyt głośno skrzeczeć. Wmawiamy sobie, że bylibyśmy inni gdybyśmy nie musieli martwić się o rodzinę, zdrowie, pieniądze…  Dlatego mentalnie żyjemy z głową w świecie sprawiedliwości, empatii i miłości i z nogami w kręgu mniejszych lub większych kłamstw i oszustw.

Polacy marzą o emeryturze, która ma ich uwolnić od tego obrzydliwego balastu, ale najczęściej to kolejna mrzonka. Głodowe emerytury także będą doskonałym usprawiedliwieniem, aby dalej być hipokrytą. Lipton twierdzi, że otoczenie ma gigantyczny wpływ na nasze DNA, Braden – na duszę, a Dispenza – na ciało. Może dlatego niektórzy zmieniają otoczenie gdy presja środowiska jest dla nich zbyt silna. Tak jak Mariusz Szpakowski na przykład, który wyjechał na Filipiny. Ostatni filmik, jaki zamieścił, upubliczniam w komentarzach, chociaż wcale nie uważam, że trzeba uciekać na Filipiny, aby mieszkać w raju. Ewa i Tomek mogą coś o tym powiedzieć, uciekli przecież na głuchą polską wieś. A ja uważam, że wszędzie można żyć po swojemu, nie ulegając presji otoczenia. Pamiętajmy jednak, że przed małą dawką hipokryzji i tak nikt nie ucieknie.

guest

1 Komentarz
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments