NIE DAJ SIĘ UMRZEĆ PO NASZEMU (post gościnny)

Dzisiaj na mojej stronie debiutuje niezwykle interesująca Ewa Rybicka-Filipowicz. To jedna z kilku moich patientek, która została terapeutką.

Dzisiaj debiutuje niezwykle interesująca Ewa Rybicka-Filipowicz. To jedna z kilku moich patientek, która dzięki wrażliwości, otwartemu sercu i gromadzonej wiedzy została terapeutką. Z przyjemnością oddaję jej czwartkowe miejsce, które także stoi otworem dla każdego, kto chce się wypowiedzieć w ważnych dla niego i dla nas sprawach. Autorka będzie także dziś ustosunkować do komentarzy i odpowiadać na pytania.

EWA RYBICKA-FILIPOWICZ.

Często bywa tak, że potrzebujemy zmiany, ale z różnych powodów nie wprowadzamy jej w czyn. Powodów są setki: lenistwo, strach, wygodnictwo, liczenie się bardziej z opiniami otoczenia niż z własnymi potrzebami, brak wiary we własne możliwości. Tak żyjemy sobie niby szczęśliwi do momentu, aż życie sprowadzi nas do parteru, czy to przez chorobę, czy jakieś inne trudne wydarzenie, które wywraca nasz świat do góry nogami. Wtedy zrobisz wszystko by zachować życie, by nie zwariować, już nie patrzysz na to co myślą inni, rzucasz się nawet w motyką na słońce jeśli istnieje choć promil szansy na to, że to pomoże.

Kilka lat zastanawialiśmy się z mężem nad zmianami, jednak nie robiliśmy nic konkretnego. I tak mieszczuchów dopadła choroba. Z aktywnych, poszukujących nowych horyzontów, często podróżujących ludzi staliśmy się więźniami na 40 metrach kwadratowych w bloku. Całą naszą uwagę zajmowało na początku odkrycie jakie to choroby dręczyły męża i jak z nich wyjść a później, gdy medycyna akademicka rozłożyła ręce, poszukiwanie i sprawdzanie wszelkich możliwych metod proponowanych przez medycynę alternatywną. Tak trafiliśmy do Stasia na sesje hipnoterapii, po tych sesjach mąż był w szpitalu tylko jeszcze jeden raz. Wyszedł znacznie bardziej cierpiący, niż tam wchodził i obiecał sobie „koniec ze szpitalami i takim leczeniem, niech się dzieje, co się ma dziać”.

Wracaliśmy z Warszawy do domu i jakby było mało problemów, spadł nam na maskę samochodu „latający” jeleń. Rozmawiałam wtedy ze Stasiem i przekazał nam „Róbcie wszystko inaczej niż do tej pory. WSZYSTKO.” W Tomku zapadła decyzja o podjęciu rękawicy. I zaczęło się! Pewnej nocy, gdy bardzo mocno się skupiałam, wysyłając intencję, aby Tomek mógł, choć na chwilę zasnąć, poczułam gorąco bijące z moich rąk i skierowałam je na najbardziej bolesne miejsca na ciele męża. Parę minut później usłyszałam jego spokojniejszy oddech i zobaczyłam, że Tomek śpi, co było naprawdę wielkim sukcesem dla kogoś, kto od miesięcy nie mógł zmrużyć oka z bólu i innych dolegliwości.

Zaczęłam rozwijać i studiować tę umiejętność i tak trafiałam na metodę uzdrawiania energią praniczną (ang. pranic healing) opracowaną przez badacza i nauczyciela Choa Kok Sui. Opiera się ona na założeniu, że każdy żywy organizm posiada wrodzoną zdolność do samouzdrawiania i regeneracji tak długo, jak energia w ciele i wokół ciała krąży bez zakłóceń. Mówiąc inaczej, przywrócenie prawidłowego obiegu energii pozwala organizmowi na odzyskanie lub wzmocnienie możliwości samouzdrawiania. Sesje mogą pomóc zarówno w wielu dolegliwościach fizycznych, m.in. anemia, osłabienie odporności, osłabienie organizmu po chemioterapii, jak i w sytuacjach, gdy pomocy potrzebuje psychika, jak napady agresji, zaniżone poczucie własnej wartości, stany depresyjne, problemy ze snem.

Zajęłam się tym na poważnie a Tomek, który kilka lat temu nie mógł wstać z łóżka, wył z bólu, dziś chodzi, dba o wiejskie domostwo m.in. rąbie drewno i wykonuje 100 innych prac w gospodarstwie. Nie jest lekko, ale co najważniejsze, mąż ŻYJE i znowu się uśmiecha. Musicie jednak wiedzieć, że nic by się nie udało, gdyby nie ciężka, codzienna praca Tomka nad sobą. Tak, zmierzam do tego, że to bardzo trudne wydarzenie, jakim była choroba, popchnęło nas do wielkiej zmiany, do postawienia wszystkiego na głowie, do wyprowadzki na prawdziwą, totalną wieś. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się o tym, jak uzyskaliśmy względną niezależność, to dajcie znać w komentarzach, napiszemy o tym osobny post.

Odkąd zrezygnowałam z pracy w wydawnictwie będącym na pasku korporacji i zajęłam się uzdrawianiem pranicznym  czuję się jakbym odzyskała wolność, jakbym wracała do siebie. Czerpię ogromną satysfakcję z tego, że mogę robić coś dobrego, zgodnego z naturą a praca jest moją pasją. Gdybyście chcieli spróbować „energetyzowania pranicznego” i pracy z ciałem energetycznym, to zapraszam na sesje stacjonarne lub „na odległość”; energia jest inteligentna i trafia tam, gdzie powinna, niezależnie od odległości. W razie pytań jestem do Waszej dyspozycji pod mailem: ewarybicka@go2.pl lub pod numerem telefonu 887 644 165.

guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments