SAMOKSZTAŁCENIE KWANTOWE

Samokształcenie synchronizacji kwantowej zajęło mi półtora miesiąca. Codzienna medytacja rano i wieczorem, potem praktyka na znajomych – inaczej się nie da!

I się policzyliśmy, jeśli chodzi o samokształcenie kwantowe! Wyszło na to, że Technikę Bramy ćwiczyła sumiennie jedna czytelniczka, moja była patientka zresztą. Prawdę mówiąc, obstawiałem na jakieś 3-5 osób, ale się przeliczyłem. Bardzo Wam dziękuję za to doświadczenie, bo w sposób niezwykle łopatologiczny pokazuje, jak bardzo jesteśmy uwikłani w nasze codzienne zajęcia! Wszystkie nasze dzienne sprawy są dużo ważniejsze od własnego zdrowia i samopoczucia! Wiem to od dawna, bo z patientami pracuję przecież od lat! 99,9% z nich jest w stanie poświęcić swój czas dla innych (dzieci, partner, rodzice, przyjaciele), ale za żadne skarby nie zrobią tego dla siebie! A te 0,01%? To hipochondrycy, których uwielbiam, ale oni z kolei haniebnie przesadzają.

W tej sytuacji trudno prowadzić profesjonalny kurs Synchronizacji Kwantowej prawda? Tym bardziej że na prawie 1000 czytających wpis zainteresowanie procesem wyraziło raptem 15 osób. Dlatego z całym szacunkiem i miłością do wszystkich, których interesuje samokształcenie, zwracam się z następującą propozycją: Nauczcie się z tego samego źródła, z którego czerpaliśmy razem z moją małą żonką. To cieniutki podręcznik dr Franka Kinslova „Sekret natychmiastowego Uzdrowienia”. Na rynku księgarskim jest także druga książka Kinslova „Sekret kwantowego życia”, ale tej nie polecam.

I od razu wyleję kubeł zimnej wody na rozpalone głowy czytelników. Sam zakup, a nawet przeczytanie książki nic nie dadzą, jeśli nie zaczniecie ćwiczyć i praktykować. Moje samokształcenie dotyczące tej metody zajęło mi bite półtora miesiąca, dzień w dzień. Codzienna medytacja rano i wieczorem, potem praktyka na znajomych – inaczej się nie da! Na tym polega także mój osobisty sukces trenera uzdrawiania! Nie mam żadnego daru od Boga nazywanego Polem, ani od Pola nazywanego Bogiem! To wytężona kilkuletnia praca z doświadczaniem wielu metod, narzędzi i procedur. Z tych klocków stworzyłem swoje autorskie sesje hipnoterapii, które zresztą wciąż ewoluują. Każdy może zrobić to samo, ale to samo się nie zrobi! 

A o synchronizacji będę pisał jeszcze nie raz, bo to fantastyczna metoda! Działa także na odległość, ale to nie znaczy, że na wszystkich i na wszystko. Wczoraj zapraszałem na takie sesje tych, którzy cierpią z powodu bólu, ale tylko dlatego, że ból łatwo zweryfikować. Gorzej z innymi schorzeniami, bo efekty nie są tak ostentacyjne. Ale jak napisał sam Kinslov, nie ma w synchronizacji żadnych ograniczeń i może zdarzyć się wszystko. Wczoraj Iwonka wyraziła to tak w komentarzu: „Niespodziewanie któregoś dnia po prostu zobaczyłam prawdę pewnej sprawy, którą chciałam zrozumieć od kilku miesięcy. Miałam takie uczucie, jakbym odzyskała wzrok”. Tak, skutki synchronizacji wpływają na samopoczucie, odczuwanie emocji, relacje z  partnerem, rodziną i rzeczywistością rozumianą bardzo szeroko. 

Naprawdę warto, więc kto ma ochotę na samokształcenie i chce opanować to narzędzie, powinien kupić książkę, ścisnąć pośladki i zacząć pracę na serio. Jeszcze raz przysiąść starannie do „Techniki Bramy” a po dwóch tygodniach do „Techniki czystej świadomości„. Razem miesiąc solidnego treningu, a potem praktyka na rodzinie i znajomych. Zapewniam, że to dużo trudniejsze, ale za to tańsze niż zapisanie się na wizytę do uznanego lekarza lub sesję u popularnego naturopaty.

guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments