SPRAWDZAM (dla zdrowotności)

Nasza znajoma Agata wróciła wczoraj zachwycona od lekarza pierwszego dotyku. Że młody, uprzejmy, inteligentny, empatyczny, że och i ach… Kilka dni temu wysłał ją na badania, a dziś analizował wyniki i wyszło, że Agata jest okay i powinna mieć się dobrze. I ona naprawdę ma się dobrze. Jak szła do niego – nie miała się dobrze, ale jak wyszła – ma się dobrze! Tylko taki drobiazg: podwyższony cholesterol, więc ten młody, uprzejmy, inteligentny i empatyczny lekarz przepisał jej statyny. – I teraz złapałam stresa, bo przecież  wiem, co napisałeś o statynach w „Opamiętaniu”, ale ten pan doktor… 

Dla mnie to zwykły niedouk, żołnierz Big Farmy, który wykonuje egzekucje na pacjentach poprzez wypisywanie statyn, między innymi. Przyszedł teraz naprawdę trudny czas, bo już nie możemy mieć zaufania do lekarzy, musimy się ich bać, bo wiemy, że bez zmrużenia oka wcisną nam coś, co nam może zaszkodzić, np. stonkę w lewe ramię! Arogancja wobec życia ludzkiego – to cecha większości lekarzy służby zdrowia. Oczywiście są fantastyczne wyjątki, ośmielę się nawet twierdzić, że coraz więcej tych wyjątków, ale trafienie na „prawdziwego” lekarza to wciąż zabawa w rosyjską ruletkę. 

Dlaczego więc Agata poczuła się jak skowronek na wiosnę po wizycie u lekarza? Bo uległa hipnozie! Tak! Lekarz jest hipnoterapeutą z mocy białego fartucha, a jeszcze gdy jest młody, uprzejmy, inteligentny i empatyczny wpływa na samopoczucie pacjenta dużo efektywniej niż lekarstwa, które przepisuje. Ja sobie mogę opisywać szkodliwe działania statyn, mogę powoływać się na rezultaty naukowych badań, ale to nie ma najmniejszego znaczenia jeśli pan doktor zaleci je brać. I te piguły naprawdę pomagają, tyle że na krótką metę. Pomagają na obniżenie cholesterolu, co widać w wynikach z laboratorium, ale nie wpływają na jakość życia. Wróć! Wpływają, ale ten katastrofalny wpływ ujawni się po latach!

Jeśli trafimy  na pełnego zrozumienia medyka, przy którym zamiast zagrożenia  poczujemy bezpieczeństwo i odniesiemy wrażenie, że ktoś naprawdę się nami opiekuje, wówczas samo to poczucie  wywoła istotne zmiany  biologiczne, które złagodzą objawy dolegliwości – napisała dr genetyki i mikrobiologii medycznej Jo Marchant. Niestety, teraz lekarz może przeznaczyć na jednego pacjenta zaledwie kilka minut, bo ważniejsze jest wypisywanie skierowań i recept. Nie ma chęci i czasu, aby porozmawiać o przepisanych lekach i najczęściej pacjent wychodzi z jego gabinetu jak zbity pies!

Zachęcam zatem, aby przyjąć postawę Obserwatora, skoro już zdecydowaliśmy się na rolę pacjenta służby zdrowia. Rezerwa i sceptycyzm to są te uczucia, z którymi wchodzimy do gabinetu. I nieważne czy za biurkiem siedzi cham w białym fartuchu, czy uprzejmy, inteligentny, empatyczny młodzieniec. W tym drugim przypadku sceptycyzm powinien być nawet większy, aby nie ulec jego czarującej hipnozie i nie połykać jak gęś zupełnie niepotrzebnych piguł. Ta gra o zdrowie jest jak poker i zawsze trzeba powiedzieć – sprawdzam! W dzisiejszych czasach potwierdzenie diagnozy u innego lekarza, a trudniejszych przypadkach u dwóch, to już nie ekstrawagancja – to konieczność!

Subscribe
Powiadom o
guest

8 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments