TAK SIĘ TERAZ UMIERA

Nasza babcia zmarła w najbliższym szpitalu, bez najbliższych, w otoczeniu obcych, zamaskowanych ludzi w kosmicznych strojach. Tak się teraz umiera.

Nasza babcia Halinka zbliżała się do dziewięćdziesiątki, więc wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że kiedyś musi to nastąpić. Gdy spuchła i przestała kontaktować wezwaliśmy lekarza rodzinnego. Obejrzał  i powiedział, że w domu sobie z nią nie poradzimy, wypisał skierowanie do szpitala i poszedł. Spróbujecie zawieść nieprzytomną osobę na izbę przyjęć! Nawet nie próbowaliśmy. Wezwaliśmy pogotowie. Panowie przyjechali i oświadczyli, że babci nie zabiorą. – My jesteśmy od nagłych wypadków! Zlecenie transportu powinien wystawić lekarz, który wypisał skierowanie! Takie są procedury. A więc tak się teraz umiera?

Procedury procedurami, a życie życiem. Porozmawialiśmy z nimi chwilę i okazało się, że pod tymi kosmicznymi strojami ratowników tkwią ludzie, którzy jeszcze coś czują. Zdecydowali się babcię zabrać. Oczywiście nikt z rodziny nie mógł z nią pojechać. Procedura. Zawieźli ją na izbę przyjęć najbliższego szpitala gdzie leżała sama przez 14 godzin, aż dostarczono wynik badania na covid. Dopiero wtedy przyjęto ją na oddział wewnętrzny, ale już przeziębioną. Następnego dnia dostała gorączki. Dowiedzieliśmy się o tym telefonicznie, bo o wizycie na oddziale nie było mowy. Nie wpuszczają. Takie procedury, bo tak się teraz umiera.

Pomimo procedur pod tymi kosmicznymi strojami lekarzy tłuką się jeszcze resztki serca. Po kilku dniach zezwolono żonie na krótką wizytę. Ubrano ją także w kosmiczny strój i wpuszczono na salę chorych. Babcia odzyskała świadomość, więc żona przebrała ją, napoiła, nakremowała i pełna dobrych myśli wróciła do domu. Po kilku dniach dostaliśmy wiadomość, że babcia zostanie wypisana. Żona pojechała do szpitala, teraz też ją wpuszczono, aby przygotować babcię do transportu, ale… Babcia była nieprzytomna i wyraźnie zmieniona. Zmalała i skurczyła się znacznie przez te kilka dni. Tym razem żona się zbuntowała. Jak ja mogę wziąć mamę w takim stanie? – W jakim stanie? – zdziwiła się pani ordynator – na obchodzie było wszystko w porządku. Wróciła jednak na salę, zbadała babcię i… Widocznie zakołatała w niej resztka serca, bo zdecydowała się zatrzymać babcię do jutra.

Żona zatelefonowała następnego dnia i dowiedziała się, że babcia jest w stanie krytycznym, a więc przysługuje jej prawo do pożegnania z umierającym. 15 minut. Takie procedury. Babcia wyglądała biedniusieńko, nie była w stanie mówić, ale jeszcze reagowała. Gdy minęło 15 minut, na sali pojawiła się żandarm-pielęgniarka, pokazując na zegarek. Żona zapytała babcię, czy chciałaby, żeby jeszcze z nią została. Babcia kiwnęła głową, a po jej policzkach popłynęły łzy.  Może to wzruszyło żandarm-pielęgniarkę, bo dała żonie jeszcze  5 minut. Takie procedury.

Nazajutrz babcia zmarła, bez najbliższych, w otoczeniu obcych, zamaskowanych ludzi w kosmicznych strojach. Tak się teraz umiera. Staram się opisywać rzeczy takimi, jakie są, bez dramatyzowania. Babcia  Halinka miała już swoje lata więc kiedy już odeszła stąd, bo kiedyś odejść trzeba, nie mieliśmy pretensji do tych wszystkich ludzi w kosmicznych strojach za to, że jej pozwolili odejść. Nawet jestem wdzięczny za te resztki okruchów człowieczeństwa, które jeszcze kołaczą się w ich sercach. Obawiam się, że to naprawdę resztki! Już niedługo nie będzie tam nic. Oprócz procedur.

A ciało babci zawieziemy w jej rodzinne strony, gdzie zostanie pochowana w sielskim otoczeniu cichego cmentarzyka „na Piaskach”. Czy ten nastrój odda mój filmik sprzed kilku lat, w którym babcia Halinka zagrała główną rolę? Tak, minęło kilka lat, a mnie wydaje się, że ten materiał robiliśmy wczoraj. Jeśli masz ochotę trochę pomedytować nad upływem czasu w towarzystwie babci Halinki, obejrzyj sobie klip Czekaj, mamo czekaj.     

P.S.

W związku z pogrzebem i moim wyjazdem spotkam się tutaj z Państwem dopiero w poniedziałek 21 czerwca. Jestem pewien, że mnie rozumiecie.