ŻYCIE DLA ŻYCIA

Natura stworzyła nas do egzystencji w spokojnych czasach i ona wciąż z nami jest zakodowana w każdej komórce. Wystarczy jakaś medytacja pod brzozą aby odkryć życie dla życia.

Odkąd moim celem jest życie bez celu, poczułem prawdziwą radość istnienia. I nie wypominajcie mi, że moim celem jest wydanie kolejnej, piątej książki w połowie listopada. Wyjdzie, albo nie wyjdzie, w listopadzie, albo w grudniu. A może w styczniu? Świat się od tego nie zawali. Wreszcie to do mnie dotarło. W każdy ostatni piątek prezentowałem swoją pogaduchę z mojego ogródeczka. To też powodowało pewnego rodzaju spinkę. Pole zareagowało pogodą. Wiosna była zimna, ponura i deszczowa, nie miałem zamiaru czyhać na okienko pogodowe pomiędzy jedną a drugą chmurą i odpuściłem. Tym bardziej że rośliny w moim ogródeczku też nie tryskają energią rozkwitu. Przyjdzie na to czas, może w ten piątek, może w następny…

Nie wszyscy mogą sobie pozwolić na takie życie, ale akceptacja tego co jest, jakie jest, bez względu na to kiedy się zdarzy, uwalnia od stresu. A stres to przecież mój brat bliźniak! Na szczęście wyjechał daleko i tylko czasami, naprawdę rzadko, odezwie się i przypomni! No dobrze! Nie będę ściemniał. Sam nie wyjechał. Spakowałem braciszka i wyrzuciłem z domu. Łatwo nie było, kokosiłem się z tym ładnych dziesiąt lat, ale wreszcie mam spokój! Naprawdę żyję tu i teraz świętując każdą chwilę. Coraz bardziej jestem przekonany, że sztuka jest dla sztuki, a życie? Jak powiedział Osho, życie jest dla życia!

Każda chwila jest ważna i nie warto poświęcać jej dla jakieś chwili z przyszłości. A przecież tak właśnie robiłem, bo tak mnie wychowano. W tamtych latach, gdy jeszcze nie byłem Obserwatorem, ale aktorem życia. Jedno poświęcałem dla drugiego, drugie dla trzeciego, trzecie… Tygodnie, miesiące, lata, dla celów, które gdy je osiągnąłem, okazały się miałkie. Spospoliciały w międzyczasie więc poświęcałem je dla nowych miraży! Znowu kolejne tygodnie, miesiące, lata…  Cały czas pędziłem, tak jak wszyscy, za czymś, co nigdy nie spełniało moich oczekiwań.

I tak żyje wciąż większość nas. Doprowadzamy się do załamań nerwowych, depresji i mnóstwa innych chorób tylko dlatego, że współczesna rzeczywistość narzuciła szalone tempo. Nie jesteśmy do tego przygotowani ani fizycznie, ani psychicznie. Natura stworzyła nas do egzystencji w spokojnych czasach, pełnych refleksji i harmonii. Taką naturę odziedziczyliśmy po naszych przodkach i ona wciąż z nami jest zakodowana w każdej naszej komórce. Wystarczy chwila refleksji, jakaś medytacja pod brzozą na skraju lasu, aby odkryć życie dla życia.

Wtedy najłatwiej można poczuć prawdziwą, czystą radość, zbliżoną do wrażeń podczas orgazmu. Siedzisz bez żadnego „powinieneś”, czy „musisz”, jesteś poza covidową i polityczną głupawką i czujesz bezpośrednie połączenie z czystą świadomością. Ja już wiem, że nie jestem tu, na Ziemi, tej Ziemi po to, aby być męczennikiem. Jestem tu po to, żeby cieszyć się życiem i każdą chwilą, jaka jest mi jeszcze dana. Ale mogłem dotrzeć do tego stanu dopiero wtedy, gdy zapomniałem o tym, że istnieje coś takiego jak przeszłość i przyszłość, ale o tym jutro.