MIĘDZY NAMI SMUTASAMI

Jeśli jesteście smutasami, nie zrzucajcie winy na Putina, globalistów czy Chazarów. Od lat powtarzam, że możemy być szczęśliwi zawsze i wszędzie.

Dlaczego Polacy stali się takimi smutasami? Mamy wiosnę, rośliny kwitną, ptaki szaleją, a duża część z nas chodzi wściekła i rozdrażniona. Zachęcałbym do małej medytacji, aby wejść w ten depresyjny nastrój i odkryć jego źródło. Najczęściej to strach przed wojną, albo wściekłość na polityków czy obawa o zdrowie, warto jednak znaleźć wszystko, co nas dobija. I zaraz potem postarajmy się wygrzebać z pamięci te chwile gdy byliśmy radośni, autentycznie roześmiani i szczęśliwi. W tym przypadku także starajmy się dojść do źródła dobrego nastroju, aby zauważyć różnicę.

Warto wziąć pod uwagę, że bycie nieszczęśliwym to nic innego jak obawa przed odrzuceniem. Gdy wśród przyjaciół rozprawiamy o tym jak to inflacja zżera oszczędności, czy o możliwości ataku Rosjan na Warszawę albo o rządzie, który jedną ręką daje, a drugą wpycha nas dług, który NIGDY nie będzie spłacony – otoczenie nas kocha i akceptuje. Polacy uwielbiają wszystkich, którzy narzekają, szanują ich i darzą ogromnym poważaniem. Taki mamy klimat. Pewnie, że smutasy mają rację, ale co im da zamartwianie się wojną czy szkodliwym działaniom rządu? Jaki mają na to wpływ? Ale powiedzcie w towarzystwie, że macie to w dupie, bo cieszycie się wiosną, a natychmiast poczujecie się jak biała wrona w stadzie.

Zastanawiam się, czy tę skłonność mamy w genach, czy raczej wepchnięto ją do naszej podświadomości. Chyba nie macie wątpliwości, kto to zrobił? A kto przez tyle stuleci promował nieszczęśliwych, cierpiących i umartwiających się ludzi? Właśnie tacy zostawali świętymi! Nie dość, że dręczyli się sami, to jeszcze dręczyli innych i uznawali wszystko, co przynosiło radość za grzech.  Gdyby ludzkość była na wyższym poziomie opartym na bezwarunkowej miłości uznałaby ich za świrów!

Przepraszam, ale czy nie zasługuje na takie miano ktoś, kto dzień zaczyna od biczowania własnego ciała? Często biczowali się publicznie, a tłum patrzył na nich w zachwycie, z wielką czcią i podziwem. Niektórzy pozwalali sobie wyłupić oczy, aby ich nie wodziły na pokuszenie lub kastrowali się z tego samego powodu. Siedzieli całymi dniami na słupie lub w pustelniach. I są świętymi na wieki wieków! O banalnym głodowaniu nie warto wspominać, bo jeszcze dziś znajdziecie takich, którzy nawołują do przeraźliwie długich głodówek. Ci, którzy uwielbiają cierpienie, znajdują się w nich doskonale, ale czy nie uważacie, że tylko psychol kocha cierpienie?

Jeśli także jesteście smutasami, nie zrzucajcie winy na Putina, globalistów, Chazarów, czy naszego Wodzusia. Od lat powtarzam za wielkimi psychologami i terapeutami, że możemy być szczęśliwi zawsze i wszędzie. Nasze osobiste szczęście nie zależy od nikogo i niczego, co przychodzi z zewnątrz, tylko od tego co jest w naszym wnętrzu. To w sercu jest źródło szczęścia, więc warto zwracać się do swojego wnętrza, aby sprawdzić, czy nie zalegają tam jakieś przekonania, które już nam nie służą! A jeśli są, warto z nimi zrobić porządek. W moich książkach jest również sporo ćwiczeń, które ułatwiają ten proces oczyszczania. Wystarczy trochę popracować nad sobą, aby potem w najlepszym towarzystwie rozprawiającym o strasznym losie, jaki nas czeka odpowiedzieć bez wahania – mam to w dupie!