MISTRZOWIE DUSZ

Mistrzowie dusz są fundamentem wszystkich religii. Bez względu na to jak dziwaczne i głupie przebrania założą mistrzowie, zawsze wkręcają swoich uczniów i wyciągają z nich energię.

Mistrzowie dusz są fundamentem wszystkich religii. Religie nie opierają się na naukach, bardziej na nauczycielach, którzy mają bezpośrednie łącze z Bogiem. W jakiś dziwny sposób ta bzdura wypromieniowała także na współczesną duchowość. Do niedawna obowiązywał dogmat, że uczeń musi być w kontakcie ze swoim mistrzem. Mistrz już się wzniósł i niejako z automatu podniesie cię, to pewne, wymaga tylko bałwochwalczego wysłuchiwania i stosowania się do jego wskazówek.

Człowiek samotnie poszukujący „prawdy” jest skazany na niepowodzenie. Ma przed sobą tysiące przeszkód, pułapek pokus, fałszywych ścieżek i nawet nie zorientuje się, że już wędruje po wertepach, wróć… manowcach! Mało tego, straszono nas, że samodzielnie z tych manowców nigdy nie wyjdziemy! Musi nas stamtąd wyprowadzić ktoś, kto zna drogę, bo już ją zaliczył i może wskazać kierunek. Uczniowi pozostaje pokornie czekać na kogoś, kto stanie się jego mistrzem, służyć mu i spijać słowa z jego ust korali! Pewnie, że tacy mistrzowie dają nam komfort ochrony przed samodzielnym myśleniem. Jesteśmy bezpieczni w ich blasku gdy nasza dłoń spoczywa ufnie w dłoni mistrza. Przecież ON doskonale wie, w którą stronę nas prowadzić.

Razem z rozwojem mistrzostwo przybrało trochę inną formę, bardziej społeczną, czyli stało się gronem „oświeconych” ludzi, wokół których skupiali się uczniowie. To nieistotne, czy mówimy o kościołach, czy komunie, funkcjonowanie takiego „Wirotworu” jest zawsze takie samo. Wkręca swoich uczniów i wyciąga z nich energię. Bez względu na to jak dziwacznie i głupie przebrania pozakładają ci z najwyższej kasty, ludzie to lubią, ludzie to kupią. Byle na chama, byle głośno, byle głupio!

Ten okres jeszcze trwa, ale już się kończy! Nadchodzi ostateczny czas indywidualnego oświecenia, do którego mistrzowie nie są nikomu potrzebni. Samemu trzeba przedzierać się z uporem przez ciernie i krzaczory, aby dojść do „swoich” prawd! Świadomość człowieka XXI wieku jest rozbudzona, i chociaż nie stoi za nim żaden papież żadnego kościoła, taki ktoś idzie swoją ścieżką życia bez strachu. Owszem, ma wątpliwości, zdaje sobie sprawę z zagrożeń, które niesie życie, ale bezwarunkowa miłość do wszystkiego, jaka wypełnia jego pole serca, napełnia go odwagą, a ta z kolei pozwala na przyjęcie odpowiedzialności za własny los. To nas odróżnia od zdecydowanej większości, która uwielbia być niewolnikami.

Być posłusznym, nosić maseczki, szczepić się i siedzieć w domu to doskonała wymówka, żeby być nieszczęśliwym. Im ONI są gorsi, tym dla nas lepiej, bo to usprawiedliwia nasze nieszczęście.  Ludzie rozwinięci duchowo na to nie pójdą. Są pewni, że sami tworzą swoje życie, pomimo że wciąż, nieustająco i permanentnie mają wątpliwości. Aż się prosi, żeby sobie wybrać jakiegoś guru, prawda? Prawie codziennie podsyłacie mi linki do kogoś, kto jest Waszym kandydatem na kogoś takiego. Ja na to nie idę i ostrzegam! Jeśli spotkacie kogoś, kto wszystko wie i jeszcze będzie chciał to objaśnić za niezłe pieniądze, to omijajcie go szerokim łukiem! Po prostu!

 1,611 – ilość odwiedzin