WIEDZA TO POTĘGA

Wiedza to potęga czy nuda? Ogrom mojego rozczarowania mógłby wyrazić tylko inżynier Mamoń z filmu „Rejs”

– Wiedza to potęga – powiedział mój patient, znany lekarz zresztą i polecił mi kilka książek, które on uważa za wybitne. Nie oparłem się pokusie i zamówiłem prawie wszystkie pozycje, jakie zaproponował. Taki już jestem. Ogrom mojego rozczarowania mógłby wyrazić tylko inżynier Mamoń z filmu „Rejs”, gdy mówił o polskim filmie – nuda! Nie o to chodzi, że nie dowiedziałem się niczego nowego, bo na nic nowego nie czekam. Wiedza nie zmienia się gwałtownie i prawa Wszechświata są mniej więcej constans. Jeśli ja jestem constans – to chyba oczywiste. Dopiero zmiana mojego postrzegania wywołuje reakcję, której skutkiem są interesujące książki, filmy czy artykuły.

Widocznie mój rozwój dotarł do jakiegoś krańca, bo nowości, na jakie wpadam (książki, filmy, posty) nadają się tylko do zrecenzowania inżynierem Mamoniem. Nie tylko nie wnoszą niczego nowego, ale są przeraźliwie źle napisane! Tego nie da się czytać, po prostu! Wiedza to potęga, ale dobrze napisana! Stąd przyszła refleksja, że ja w zasadzie też  piszę zawsze „o tym samym”. Wszystkie moje książki można sprowadzić do jednego zdania jak nie dać się umrzeć! Ręce i nogi opadają i pewnie opadłyby mi na zawsze, gdybym nie podzielił się z Państwem moimi wątpliwościami. 

Grażynka Faf: Bardzo dobrze, że są powtórki. Czytałam książkę, ale przypominajka jest super. Zwięzła, konkretna i takie troszkę „walnięcie w głowę” ze słowami „znowu zapomniałeś” Na mnie to bardzo działa i aktywuje do działania. A więc jednak! Kamila Knochenhauer: Stasiu, nigdy nie przestanę czytać Ciebie z zapartym tchem. Nawet jak piszesz o czymś pierdylion razy, to zawsze trafia to w jakiś inny punkt, pojawia się w nowej sytuacji, przybiera nowe znaczenie. Dlatego powtarzaj, ile się da! I jeszcze Marcin Jach, żeby nie było, że same kobiety: Stasiu, bądź naszą przypominajką, budzikiem i utrwalaczem świadomości, bo przecież każdemu zdarza się „przysnąć”. Twoje posty mogę porównać do moich ulubionych pioseneczek, za każdym razem odkrywam w nich coś nowego, dodając swą własną interpretację.

Pozwolicie, że uwierzę w to, co napisaliście?! Uchwycę się Waszych pięknych słów, tak jak przed laty, gdy  na ulicy spotkałem tego technika, który obsługiwał tomograf i który nigdy nie chciał powiedzieć słowa na temat moich zdjęć. Po tylu spotkaniach byliśmy już bliskimi znajomymi i po zwykłych uprzejmościach „jak się pan czuje” itd. zapytałem go bezczelnie, co tak naprawdę o tym wszystkim myśli.

– Ja tam nie chcę wyrokować, nie jestem lekarzem, ale po­wiem tylko tyle: w ch…a pana robią, i tyle!

Uchwyciłem się tej opinii jak pijany płotu i żyję do dziś! Jednak wiedza to potęga! Nawet ta nieprawdziwa. 

Wobec tego dziękuję za piękne słowa i obiecuję dalej pisać pierdylion razy jak nie dać się umrzeć. À propos: podpisałem umowę z InPostem na 2 lata, której zerwać nie mogę. Otóż bez względu na to czy wysyłki są, czy nie są, ja muszę raz w miesiącu zapłacić za ich określoną ilość! Płacenie InPostowi za nic bardzo mi się nie podoba, dlatego twórca mojego sklepu, Łukasz Rudzki, wymyślił kupon, który pozwala pod koniec miesiąca kupić książki bez kosztów wysiłki. Do tego progu, jaki wymyślił InPost – oczywiście! To się dzieje wszystko automatycznie, pilnują tego algorytmy, ale wiem, że na dziś jest jeszcze kilka przesyłek bez kosztów wysyłki. Wystarczy, wpisać do koszyka treść kuponu: marzec2021. Wystarczy spróbować – jeszcze działa!

 1,473 – ilość odwiedzin