MODLITWA CZY MEDYTACJA?

Zarówno modlitwa jak i medytacja mają ogromną siłę, jeśli modlący lub medytujący JEST MODLITWĄ, LUB MEDYTACJĄ.

Dla czytelników tej strony istnienie Boga, który siedzi na chmurce i swoim boskim okiem kontroluje czy aby nie trzymamy rąk pod kołdrą, jest oczywistą bujdą. Ale dla wielu, naprawdę wielu naszych rodaków to dogmat niepodlegający żadnym dyskusjom. Mają zresztą dowody na istnienie takiego Boga, bo codziennie wznoszą do niego modlitwy. Proszą go o to czy tamto i czasami prośba zostaje spełniona. –A widzisz – powie wtedy proboszcz – szczerze prosiłaś i twoja modlitwa została wysłuchana!

A jeśli modlitwy nie przynoszą najmniejszego skutku to tylko dowód na to, że wierny modlił się niezbyt żarliwie, płytko, miał niskie intencje albo podczas modlitwy myślał o niebieskich migdałach. A co najważniejsze nie miał wiary, że modlitwa przyniesie odpowiedni skutek. I zapewne tej wiary nie ma podczas modlitw, bo gdybyśmy mieli przekonanie, że Bóg jest na tej chmurce, po jakiego czorta zasiadalibyśmy do modlitw? Przecież nas widzi, wie doskonale, czego chcemy i czego potrzebujemy! Jest raczej pewne, że nawet ortodoksyjne panie z rodziny sławnego radyja mają wątpliwości, czy Bóg je usłyszy, a gdy usłyszy, czy zechce pomóc. Kilka dodatkowych zdrowasiek wtedy nie zaszkodzi, prawda? 

Podobny mechanizm odkrywam u ludzi z naszego duchowego podwórka, którzy swoje prośby kierują do pola kwantowego. Niby są na innym poziomie duchowym, wiedzą już, że Pole to nie starzec z siwą brodą, a jednak traktują je równie personalnie. Swoje prośby wyrażają podczas medytacji dokładnie w taki sam sposób jak panie z rodziny radyja. Prośby są konkretne, realne i osobiste, czasami podlane sosem troski o ludzkość i matkę Ziemię, zasilone energią bezwarunkowej miłości  w rodzaju „żeby te Gady szlag trafił razem z PiS- em”.

Nie muszę dodawać, że obydwa rodzaje modlitw, te „nasze” i te „ich”  mają ten sam skutek – żaden! Modlitwy czy medytacje skierowana do „kogoś” są zupełnie bez sensu, bo ani Bóg, ani pole kwantowe nie są „kimś”. Zarówno modlitwa jak i medytacja mają ogromną siłę, jeśli modlący lub medytujący JEST MODLITWĄ, LUB MEDYTACJĄ. To stan gdy trwamy zanurzeni w energii bezwarunkowej miłości i naprawdę jesteśmy miłością. Niepotrzebne są żadne słowa czy wizualizacje, to stadium spełnienia w niespełnieniu, poruszenie czegoś najgłębszego w naszych sercach.

Na tym etapie jesteśmy współczujący i empatyczni, jesteśmy gotowi pomagać innym i bardzo często zostaje nam coś z tego po wyjściu z modlitwy czy medytacji. Szybko jednak wracamy do energii strachu, nienawiści i walki zapominając o wzniosłych uniesieniach sprzed chwili. To szczególnie istotne w dzisiejszych czasach, gdy na naszych oczach toczy się wojna pomiędzy dobrem a złem. Nie pomiędzy Unią a Rosją, PiS-em a opozycją, Kaczyńskim a Tuskiem, Ziębą a Simonem – można tak wyliczać bez końca. W każdym wypadku to walka dobra ze złem. Problem w tym, że po praniu mózgów jesteśmy tak otumanieni, że nie potrafimy już rozpoznać, po której stronie jest dobro a po której zło!  

 1,201 – ilość odwiedzin