POŁĄCZENIE Z DUSZĄ

Kilka miesięcy temu obiecałem sprawdzić na moich patientach skutki stonkowania od strony duchowej. Chodzi o połączenie z duszą.

Kilka miesięcy temu obiecałem sprawdzić na moich patientach skutki stonkowania od strony duchowej. Chodzi o połączenie z „duszą”. Mówiło się wtedy o stłumieniu połączenia lub wręcz o przerwaniu takiego połączenia. Problem w tym, że na moje sesje nie przychodzą ludzie zastonkowani. Moi patientci to najczęściej ludzie inteligentni, rozwinięci duchowo, tyle że zagubieni, a tacy się raczej nie stonkują. Poza tym sesje hipnoterapii są długie i wyczerpujące, więc robię ich naprawdę niewiele, tak aby każda była dla mnie radością, a nie obowiązkiem.

Na początku zwracałem uwagę na stonkowanie, ale potem pytałem o to coraz rzadziej, bo wciąż słyszałem nie i nie! I w końcu o tym zapomniałem. Przepraszam, ale jak zawsze jestem szczery, więc nie będę ściemniał. Na ostatniej sesji pojawiło się u mnie przesympatyczne małżeństwo z dalekich stron. Akurat do sympatycznych przyzwyczaiłem się, bo niesympatyczni udają się po pomoc do białych fartuchów albo do księdza. Pierwszy wszedł Jurek i od razu w rozmowie wstępnej okazało się, że jest zamknięty jak scyzoryk. A nie miał niczego wspólnego z Kielcami.

Mam już zbyt duże doświadczenie, żeby umieć sobie poradzić z takimi wrażliwymi patientami i  po jakimś czasie Jurek wszedł w hipnozę, a jego ciało rozluźniło się jak masło w słońcu. Wtedy wywołuję sygnały ideomotoryczne, aby kontaktować się z podświadomością patienta. Terapeuci wiedzą, o co chodzi. O połączenie z podświadomością. W dużym uproszczeniu wyjaśnię, że chodzi o podświadomy ruch któregoś z palców u rąk na „tak” i „nie”. W przypadku Jurka żaden z palców nawet nie drgnął. Męczyłem się z tymi sygnałami przez długi czas – żadnego rezultatu. Palce Jurka leżały jak zabetonowane. Jestem na to przygotowany, bo co prawda rzadko, bo rzadko, ale coś takiego zdarza się i wtedy pierwsza sesja jest sesją ostatnią. Przecież ja pracuję z podświadomością! A jak można z nią pracować bez komunikacji?

Na następną sesję weszła żona Jurka Marzenna. W przeciwieństwie do męża otwarta, przystępna, oczytana w literaturze ezoterycznej, więc w hipnozę weszła natychmiast. Gdy jednak doszedłem do komunikacji ideomotorycznej ręce Marzenny zablokowały się na amen. Co za cholera, pomyślałem. Jedno po drugim? Znów zablokowane połączenie? To przecież niemożliwe! A jednak! Jej ciało było zablokowane i nie mogła zrobić żadnego ruchu ani palcem, ani ręką, ani głową, chociaż bardzo, bardzo chciała – jak mi powiedziała po sesji.

Kiedy wyjeżdżali, troszeczkę rozczarowani odmową dalszej terapii, nagle wpadło mi coś do głowy. Zapytałem więc bezczelnie: jaką szczepionką zastonkowaliście się?  Pfizerem, dwie dawki — usłyszałem. Proszę nie wyciągać zbyt daleko idących wniosków, bo to dotyczy tylko dwóch osób! Ale ciekawi mnie czy inni terapeuci mają podobne doświadczenia? Napiszcie coś, okay? A co do mnie: jeśli trafi mi się jeszcze ktoś zastonkowany dodam go do mojej krótkiej listy gdy opisana sytuacja będzie się powtarzać. Może wtedy dojdę do wniosku, że białkowy kolec tłumi lub przerywa połączenie z duszą. To byłoby fatalne, bo jak powiedział mój przyjaciel z kresów: człowiek bez połączenia z duszą to niewolnik podany władzy na tacy.