ROZPADAM SIĘ!

Rozpadam się na miliony kawałków! Boję się, że złapię tego piździelca, że jutro Putin wejdzie na Ukrainę, pojutrze do Lublina, że wielki świerk zwali się na nasz dom.

Ja już nie mogę! Rozpadam się na miliony kawałków! Boję się, że złapię tego piździelca, że jutro Putin wejdzie na Ukrainę, pojutrze do Lublina, że wielki świerk zwali się na nasz dom, chociaż stoi przed gankiem od lat. To wszystko mnie wykańcza. Nigdy nie lubiłam alkoholu, ale nocą wypiłam pół butelki z gwinta, bo nie mogłam zasnąć. I tak nie zasnęłam, bo wiało straszliwie, gwizdało z każdej szpary, nakrywałam się kołdrą na głowę i trzęsłam się ze strachu. A dziś czuję się dwa razy gorzej. Czy pańskie sesje hipnozy mogłyby mi pomóc? Błagam, pleeeese…

Ten dramatyczny mail Pauliny (imię rzecz jasna zmienione) świadczy o stanie psychicznym, w jakim zaklinowali się niektórzy z nas. Pewnie, że hipnoterapia w takich przypadkach może być balsamem na deprechę, tyle że już od dawna sesji nie prowadzę. Co prawda rysuje się jakaś perspektywa z nowym lokalem, tyle że trzeba będzie doprowadzić go do porządku, wymalować, odświeżyć i może za miesiąc, dwa… kto wie. Nie w tym rzecz! Po to przecież piszę swoje książki, żeby czytelnicy nie musieli wybierać się na sesje, tylko umieli sobie poradzić z takimi problemami z palcem w nosie i kawałkiem szkła! Widocznie Paulina nie przeczytała z należytą starannością żadnej z moich książek (a o tym jest przecież błękitna „Być Obserwatorem”), bo inaczej wiedziałaby, że:

Jesteśmy istotami duchowymi, które przebywają na naszej pięknej planecie tylko przez chwilę. Nieważne, czy to są trzy latka, gdy dziecko odchodzi, czy sto dwadzieścia gdy odchodzi starzec. Żadna różnica, tak czy siak to tylko chwila w stosunku do wieczności. To sprawa zasadnicza, o której wciąż powinniśmy pamiętać. Obawianie się „piździelca” jak to poetycko określiła Paulina, jest  potwornie głupie, bo każdy człowiek o inteligencji odrobinę większej od imadła wie doskonale jak zareagować gdy go ten piździelec dopadnie. Czy muszę po raz kolejny pisać co wtedy robić? Ważne, aby interweniować natychmiast i wbrew zaleceniom naszej służby zdrowia nie czekać aż się ten piździelec w naszym organizmie rozwinie. A nawet gdy przegapimy ten czas możemy sięgnąć po Amiksin, czy  Iwermektynę. Działają! Także wbrew naszej służbie zdrowia.

A Putinowi warto wysłać trochę cieplutkiej energii wprost z pola serca. To człowiek głęboko nieszczęśliwy i ubezwłasnowolniony. Co z tego, że jak król Midas mieszka w złocie i ma go po kokardę? Jak każdy despota codziennie trzęsie się ze strachu o to swoje złote życie, nic więcej. On po prostu musi wykonywać polecenia, jakie dostaje z góry. Jeśli dostanie rozkaz wejścia, to wejdzie na Ukrainę a jeśli nie – to nie! Dlaczego mamy się tym martwić? Mamy jakiś wpływ? Skoro nawet Putin nie ma, to my mamy się martwić?

A tajfuny, cyklony, trąby to przecież nasza zasługa. Planeta po prostu próbuje oczyścić się z toksyn naszej produkcji i pasożytów, jakimi jesteśmy. Człowiek nie przetrwa i wcześniej czy później wyginie jak dinozaury. Czy dla Pauliny ma jakieś znaczenie, czy zginie od upadającego drzewa, rosyjskiej rakiety czy piździelca pod respiratorem? I tak przecież żyjemy wiecznie, a w ogromie Wszechświata są biliony przepięknych miejsc, które warto zobaczyć i przeżyć tam kilka wcieleń. Ja wiem Paulinko, że ten tekst brzmi infantylnie, ale gdy chcesz mieć wszystko poukładane, sięgnij do książek, jeśli jeszcze nie utraciłaś umiejętności czytania.