SAMOTNOŚĆ

Trafia do mnie coraz więcej ludzi samotnych. Niektórzy z nich żyją w związkach – wypalonych już niestety, w rodzinach – w których nie ma miłości, w społeczeństwie – z którym się nie utożsamiają. Samotność staje się ogromnym problemem nie tylko dla ludzi w smudze cienia, ale także, a może nawet przede wszystkim dla młodych, z nosem wiecznie wbitym w swoją komórkę. Tęsknią za towarzystwem, a gdy pogrzebiemy głębiej – za miłością. Pomimo nieograniczonego dostępu do pornografii, portali randkowych i wirtualnych klubów, w realnym życiu nie potrafią nawiązać kontaktu i przy pierwszym lepszym spotkaniu z innymi czują się zablokowani.

W zasadzie powód jest zawsze ten sam, najczęściej nieuświadomiony, pisałem o nim wielokrotnie, ale większość ludzi samotnych nie ogarnia go jakoś. Dopiero gdy zapytam wprost: A czy ty lubisz siebie? – zapada cisza. Zauważcie, że to nie jest pytanie „A czy ty kochasz siebie”, bo wtedy przekornie prawie każdy odpowiada – tak. Nauczyli się, że kochać siebie to obowiązek, ale już polubienie zwalnia z tego obowiązku. A samotność naprawdę znika, albo zmniejsza się znacznie gdy jesteśmy w stanie polubić samych siebie. W przeciwnym razie jesteśmy uzależnieni od innych, bo na ich ocenie będziemy budowali swoją wartość.

Jeśli lubisz siebie, bez problemu powiesz: sam ze sobą na sam najlepiej się mam, gdy znajdę się sam! A czy równie pewnie stwierdzisz: mam wrażenie, że wiem, skąd wziął mi się ten stan? Na pewno nie od zespołu Homo Homini! Ten stan bierze się, gdy nie porównujemy się z nikim, nie obwiniamy, nie zazdrościmy o to, co mają inni i kochamy siebie takimi, jakimi jesteśmy. Ani trochę nie interesują nas opinie znajomych, sąsiadów, nawet przyjaciół. Jeśli żyjemy na wysokich wibracjach, kochamy ich, nikogo nie krzywdzimy, ale i nie przejmujemy się tym, co o nas myślą. Jeśli jest inaczej, to mamy problem, a jeśli organicznie potrzebujemy ich uznania i potwierdzenia swojej wartości z ich strony, albo ze strony tłumów – mamy ogromny problem!

Zapominamy, że jesteśmy wolnym duchem, który tylko na chwilę wpadł na Ziemię dla własnego rozwoju poprzez doświadczanie życia i do tego nie potrzebujemy uznania innych. Często wspominam o niewybudzonych, tych, którzy nie wiedzą, że śpią, a ich rozbudowane ego wymaga ciągłego aplauzu.  Ale są także tacy, którzy doskonale wiedzą, że śpią, ale nie bardzo mają ochotę się wybudzić. Przecież tak miło poczekać na wisienkę, która spadnie dla nas z czyjegoś tortu. To raczej oczywiste, że na pewnym poziomie jesteśmy wybudzeni, a na innym śpimy jak stary niedźwiedź. Jeśli jednak jesteśmy świadomi swojego rozwoju, pracujemy nad sobą, żeby się wybudzić na wszystkich poziomach.

Poczucie własnej wartości nie opiera się na osiągnięciach, nagrodach i poklasku. To coś znacznie głębszego i pochodzi z ducha, łatwo je poczuć właśnie wtedy gdy jesteśmy ze sobą sam na sam. Jak doskonale wiecie, kocham ludzi szczerze, kocham rozmowy i dyskusje, ale również uwielbiam być sam. Nie bójcie się samotności, całkowicie świadomie odkryjcie miłość do samej(go) siebie a jeśli pozostaniecie w tej energii dostatecznie długo, utrwali się na dobre w Waszej podświadomości. I wtedy będziecie się czuli fantastycznie z innymi, a wszyscy inni jeszcze lepiej z Wami. To pomoże wznosić się oraz wyżej, gdy życie w częstotliwości miłości do siebie stanie się codziennością. Czego z okazji środy serdecznie życzę.

p.s.

Powoli, ale systematycznie uzupełniam swoje archiwum i dziś upublicznię kolejnego suchara-piosenkę z lat osiemdziesiątych, O KAZIKU JEDYNAKU, w zakładce „Okres wielkich przemian”. Poczujecie tamten klimat, jeśli jeszcze pamiętacie, czym było ORMO. Młodym trzeba będzie wytłumaczyć, ale (mówię to do moich rówieśników) w końcu po to jeszcze żyjemy, czyż nie?

Subscribe
Powiadom o
guest

17 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments