A MIŁOŚCI BYM NIE MIAŁ

Miłość jest dla każdego inna, bo każdy inaczej ją czuje. Ta na poziomie seksu jest najniższa, ta na poziomie medytacji najwyższa.

Niczego nigdy nie jestem pewien, wciąż mam jakieś wątpliwości, bo zdaję sobie sprawę z iluzoryczności rzeczywistości, w której przyszło nam żyć, z jednym wyjątkiem jednak. Tym wyjątkiem jest fundament naszego człowieczeństwa i duchowości – miłość. Tego jestem pewien. Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący – to jeden z niewielu cytatów z nowego testamentu, który trzeba pamiętać zawsze.  

Na temat miłości pisałem w zielonej książce, ale widocznie nie wypisałem się do końca, bo wciąż odkrywa mi nowe przestrzenie. Miłość jest przecież dla każdego inna. Ta na poziomie seksu jest najniższa, ta na poziomie medytacji najwyższa, a pośrodku mamy całe spektrum tego pięknego uczucia. Zobaczcie ten króciutki filmik o miłości dziecka. Rozbrajające!

Z miłością nierozerwalnie łączy się współczucie. Przepraszam, ale jeszcze raz odniosę się do Jezusa, który wybaczył swoim oprawcom, bo nie wiedzą, co czynią. Nawet im należało się współczucie i przebaczenie, bo żyjąc w dwoistości 3D, nie mieli prawdziwej jasności, czym jest dobro i zło. Mam tu na myśli prawdziwe, głębokie współczucie, nie takie, jakie widzimy u ludzi zawodowo zobowiązanych do współczucia. Ksiądz, misjonarz, psycholog – oni wciąż pomagają swoim wiernym czy swoim chorym i okazują współczucie, ale to nie jest prawdziwe współczucie. Oni to robią z obowiązku, nie z miłości. Pewnie, że zawsze znajdzie się jakiś wyjątek, jak zawsze, ale cała masa zawodowo litościwych nie współczuje naprawdę. Prawdziwe współczucie zawsze idzie w parze z miłością i cudze cierpienie naprawdę nas porusza.

Człowiek naprawdę współczujący nie mówi o swoim uczuciu. Jeśli zrobi coś dla cierpiącego, nie traktuje tego jako czegoś szczególnego, robi to, bo nie może inaczej. Nie złapie przez to więcej punktów na drabinie duchowej, nie wejdzie na wyższy szczebel. Podobno ludzie na wysokim poziomie duchowości odczuwają współczucie jeszcze głębiej i skupiając się na cierpiącym, odczuwają to samo co on. Dostrajasz się do jego uczuć i zaczynasz płakać, bo stajesz się z nim jednością. Ja nie stoję tak wysoko, ale czasami zdarza mi się odczuwać coś takiego a Wam nie?

Zapewne! Dlatego chciałem podziękować tym, którzy odczuli coś takiego po śmierci Wojtka Grodzkiego. Jestem pewien, że każde współczucie będzie inne, nie jesteśmy przecież w stanie poczuć tego, co czują jego rodzice, Hania – partnerka ostatnich lat, synowie czy pacjenci. Trzeba znaleźć swoje współczucie w swoim polu serca i zastanowić się (przed sobą) czy te kilka słów napisanych w komentarzu to tylko kurtuazja, czy coś głębszego, autentycznego, mojego. W każdym razie wszystkie niosą jakąś ciepłą energię, więc jeszcze raz dziękuję.

 1,036 – ilość odwiedzin