ANTYSZCZEPIONKOWCY WON!

„ANTYSZCZEPIONKOWCY WON Z TZW "ZNAJOMYCH" – taki tekst zamieszczony dużymi literami w poście mojego starego kumpla z czasów Solidarności.

Poznaliśmy się jeszcze za ”komuny”. To był wspaniały kumpel, z otwartą głową, opozycjonista, roznosił ulotki, książki z drugiego obiegu, organizował protesty. Nie mogliśmy się nie polubić. Nasza bliska znajomość urwała się jakoś tak dwadzieścia lat temu aż, całkiem niedawno, odnaleźliśmy się na FB. Niestety treści które ja publikuję nie odpowiadają mojemu staremu kumplowi, a to, co on umieszcza na swojej ścianie – mnie. Ostatecznie poróżnił nas ten oto tekst zamieszczony w jego poście dużymi literami: „ANTYSZCZEPIONKOWCY WON Z TZW. „ZNAJOMYCH”.

Ja rozumiem, że można zbanować kogoś, kto używa wulgaryzmów, ale „antyszczepionkowcy won” tylko dlatego, że ktoś ma inne poglądy? Nie szczepisz się — nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, tak jasno i łopatologicznie postawił problem. Wzbudził zachwyt wielu komentatorów, którzy doradzali kumplowi co z takimi zrobić. Na przykład: kazać płacić za leczenie w szpitalu. Po prostu. To i tak niewiele wobec niebezpieczeństwa utraty życia i zdrowia osób, które ze względów medycznych nie mogą się zaszczepić, za to niestety mogą spotkać durnia niezaszczepionego. Nie powinniśmy płacić za tych, co nie chcą się szczepić. Nie chcesz — nie szczep się. Ale na własny rachunek.

Nie udostępniam wpisów wulgarnych, a było sporo takich, które sugerowały co z takimi  robić i kto powinien wisieć na drzewach zamiast liści. Z entuzjazmem spotkał się pomysł stworzenia zamkniętego getta dla „antyszczepionkowców”. Nie wiadomo tylko, kto powinien pozostać po której stronie Wisły. Czy istnieje w Polsce takie prawo, które pozwala utworzyć getto wschodnio-południowo-polskie? Tak by, wszystkie województwa na wschód od Wisły wyizolować? Trudno także zorientować się kto jest nienormalny, bo wszyscy to sobie zarzucają: To są ludzie nienormalni, niechby spróbowali takie jazdy wdrażać w życie i będziemy mieć u nas majdan.

Pewnie takie nastroje utrzymają się do jesieni podsycane cynicznie przez wszystkie telewizyjne szczujnie. Jesienią, gdy w sposób naturalny zaatakują wirusy i bakterie, może stać się coś, co już podzieli nas na zawsze. Tak jak to stało się z moim byłym kumplem, który wyzywająco ogłasza: ”To moja ściana i moje zasady. Antyszczepionkowcy won!! Wywalam!” Czuję się zatem wywalony. Zobaczcie państwo, nie poróżniła nas kiedyś Poli Raksy twarz, ale maseczka na twarz założona teraz.

Od czasu połączenia prawie wszystkich Polaków w wielkiej Solidarności upłynęło już sporo wody w Wiśle. Ale gdy tylko odzyskaliśmy wolność, zaczęliśmy się dzielić. Na początku podziały były naturalne, ale potem to już nie my, to ktoś inny zaczął nas dzielić. Naiwnie uważałem, że apogeum podziałów osiągnęliśmy zamachem smoleńskim, który Wuc obiecał wyjaśnić natychmiast po dojściu do władzy. Doszedł, lata mijają, wyjaśnienia nie ma, więc wydawałoby się, że zamach ostatecznie został katastrofą i że wszyscy to zrozumieli. Nic z tego. Tamten podział został, doszedł inny i w końcu naprawdę możemy „mieć u nas majdan”. I tego się właśnie boję.      

P.S.

Aby się choć trochę odbić od tego ponurego nastroju zapraszam do mojego ogródeczka i zapewniam, że nie będzie nic z tych rzeczy, o czym czytaliście powyżej. To będzie pogaducha o tym jak się odżywiać ekologicznie. Dla relaksu.