DON’T LET YOURSELF DIE

Moja pierwsza książka poszła w świat. Przetłumaczył ją J. Allan Longshadow a wydało wydawnictwo Motiv8.me Press w Wielkiej Brytanii.

To najwyższy czas, aby podjąć decyzję co do pisania kolejnej, przedostatniej już książki. Przedostatniej, bo czuję się zobowiązany do napisania siedmiu bez względu na okoliczności, które pisaniu nie sprzyjają. Tu nawet nie chodzi o tę głupawkę wokół nas, raczej o awersję Polaków do czytania. Jak wiadomo, 60% Polaków nie przeczytało w ciągu roku ani jednej książki, więc pisanie kolejnej jest trochę nonsensowne z mojej strony, ale czuję się w jakiś dziwny sposób do tego zobligowany. Być może to właśnie jest moją życiową misją ukrytą za kurtyną zapomnienia? 

Właśnie o tym mam zamiar pisać, bo wciąż spotykam ludzi, którzy z uporem poszukują sensu życia, nie słuchając przy tym serca. Będzie również sporo o rozwoju duchowym, uzdrawianiu duszy, reinkarnacji i śmierci. Nie dziwcie się, zbliżam się do końca mojej wędrówki zarówno życiowej jak i literackiej, więc chciałbym poruszać problemy niezwykle istotne, powiedziałbym nawet fundamentalne, o których nie mówimy na co dzień. To wcale nie znaczy, że nie będzie tam spraw niezwykle praktycznych w rodzaju jak mieć dużo pieniędzy, jak uwolnić się od podczepień czy jak odprowadzać zbłąkane dusze. Pewnie, że zaliczą mnie do czubków, dlatego będzie to książka przedostatnia.

Ostatnia też będzie (o ile będzie) jeszcze bardziej bulwersująca, bo naprawdę nie mam już czasu na duperele! Obydwie będą obrazoburcze, nie dla czytelników tej strony, rzecz jasna. Myślę o tych wszystkich prawdziwych trzy razy zaszczepionych Polakach z szerokiej rodziny radyja. Gdybym te dwie ostatnie książki napisał w innym wieku, zapłonąłbym na stosie jak nic, teraz co najwyżej mnie oplują. Jak na razie podtrzymują mnie na duchu przesympatyczne maile od czytelników, którzy pierwszy raz zetknęli się z moim książkami. Zaczytuję się Pana książkami. Kupiłam wszystkie i jedna za drugą pochłaniam. Na razie tak trochę bezmyślnie, bo wszystko mi pasuje i co do treści, i co do formy, i co do stylu, i co do itd. Bardzo mi to wszystko pasuje łącznie ze słownictwem! – napisała Iga. No i jak tu nie pisać, kiedy masz nowy tom w brudnopisach, kiedy druk oczy wabi, chociaż żal tego co za nami…

Pewnie nie dostanę podobnych maili od czytelników z innych krajów, bo moja pierwsza książka właśnie wyruszyła w świat. Przetłumaczył ją J. Allan Longshadow a wydało wydawnictwo Motiv8.me Press w Wielkiej Brytanii. Nie wiem, jak to tłumacz zrobił, bo mój angielski wystarcza mi jedynie do zamówienia kawy bez mleka, ale nie miał łatwego zadania. Pamiętacie, jak kończy się „Opamiętanie’? Spróbuję to opisać, bo zbyt wielu przyjaciół pyta mnie: „Stachu…! Stachu…! Jak to się robi?!”. To oczywiście ukłon w stronę Zenka Laskowika i jego słynnej piosenki „Nasze dzieci”. Polacy to wiedzą, ale jak odbiorą anglojęzyczni czytelnicy coś takiego: „I will try to describe it because so many friends ask me: „Stan…! Stan…! How is it done?!” 

Tak czy siak, książka poszła w świat, co zapewne ucieszy Polki, które mają anglojęzycznych partnerów. Miałem od nich sporo maili w tej sprawie. Jedna nawet próbowała przetłumaczyć dla swojego ukochanego tę książkę, ale zabierało jej to zbyt dużo czasu, więc się poddała. Teraz ma gotowca, bo książka jest w stałej sprzedaży na Amazonie pod tym linkiem: DON’T LET YOURSELF DIE. Jeśli przeczyta ją ktoś dwujęzyczny, kto wcześniej czytał wersję polską, będę wdzięczny za wrażenia. Z góry dziękuję!

guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments