NAWIEDZENI CZY PIEPRZNIĘCI?

Czy aby nie żyjemy w mrokach średniowiecza, w których rządzą pieprznięci nawiedzeni? Rządzą strachem – jakżeby inaczej!

Podobno mamy XXI wiek. Czy aby na pewno? A nie macie przypadkiem wrażenia, że żyjemy w mrokach średniowiecza, w których rządzą nawiedzeni i pieprznięci? Rządzą strachem – jakżeby inaczej! Wciąż straszy nas Kościół, rząd, media i oszołomy a prawdziwa wiedza, udokumentowana długimi i uciążliwymi badaniami, już się nie liczy. Nie bierze się pod uwagę naukowych dowodów, że noszenie maseczek, na przykład to nie tylko absurd, to szkodliwe działanie przeciwko własnemu organizmowi. Czy już na lekcjach chemii nie uczą, że wdychany dwutlenek węgla, ten, który właśnie opuścił nasze płuca, jest substancją tak samo szkodliwą dla zdrowia jak ten z rury wydechowej samochodu?

Nawiedzeni traktują nas jak niepełnosprawnych umysłowo, którzy nie potrafią łączyć faktów i analizować danych. Jak z puszki Pandory rozlazło się po świecie szamaństwo, guślarstwo, wróżbiarstwo itd. Nic dziwnego, jeśli w gabinetach medycyny akademickiej spotykamy idiotów sprzedających pacjentom procedury i leki Big Farmy, które jedno leczą a drugie kaleczą! Owszem, są także świetni lekarzy, ale jest ich zbyt mało! Zdezorientowani ludzie panicznie szukają jakiejś nadziei, odmiennych możliwości albo pochylenia się nad ich problemami i często znajdują to poza oficjalną medycyną. Bo nadzieja i wiara, którą zaakceptuje umysł, może nas całkowicie uzdrowić albo zabić. Zamieszczam link do okrutnego eksperymentu na skazańcu, ale to doskonały przykład mocy mózgu, więc nie odmówiłem sobie. 

Zdaję sobie sprawę, że troszeczkę podsrywam do własnego gniazda, ale opowiem mimo wszystko. Kiedyś zapisała się na moje sesje podobno znana autorka książek o „duchowości”. Już w czasie rozmowy telefonicznej podświadomość ostrzegała mnie, że jest popieprzona na maksa. Umawiała się, odwoływała, przekładała terminy, ale byłem cierpliwy, bo… ciekawość. Zapewne mnie rozumiecie. Nawiedzeni często nas podniecają. Weszła do gabinetu jak krążownik Aurora. Na dzień dobry pozamieniała meble: leżanka tam, fotel tu, świeca tutaj, bo…  energie, feng shui, ajurweda, huna, transcendencja…

Znosiłem spokojnie to przedstawienie, a gdy wreszcie usiadła, spojrzałem na nią, ale ona wrzasnęła: Nie patrz mi prosto w oczy, bo mnie zabijasz energią!!! I otwórz okno! Otworzyłem. Zamknij okno! Zamknąłem. – Na początek przeczytam ci dzisiejszy poranny channeling – oświadczyła – bo wszystkie moje książki pochodzą z channelingu. I zaczęła czytać. Czytała, czytała i czytała… Niestety nie wytrzymałem i przerwałem, a ona spytała, czy chcę wyrazić swój zachwyt. Tak, odpowiedziałem i szczerze wyznałem, że takich bzdur jeszcze nie słyszałem, a słyszałem ich sporo. Na co Aurora wstała, fuknęła, jak locha której zabierają małe i dała na wsteczny. Nigdy potem już się u mnie nie pojawiła.

Dlaczego o tym piszę? Bo przecież ta pani ma swoich czytelników, którzy zaufali jej channelingowemu  bełkotowi. Nie chciałbym, aby tacy czy podobni nawiedzeni wpływali na Wasz obraz świata. Przed nami zagmatwane czasy gruntownych, światowych zmian, które nie omijają także Polski.  Jesteśmy na początku tych zmian, a więc oszołomów będzie coraz więcej. Niezwykle trudno odnaleźć swoją prawdę w tym bagnie celowych i nieumyślnych zakłamań. Naszym najważniejszym zadaniem jest teraz odsiewanie ziarna od plew. W jaki sposób? Odwołujmy się do własnego pola serca – proste jak barszcz!

guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments