UMYSŁ’ NADOPIEKUŃCZY

Umysł kombinuje jak koń pod górę, aby do każdego zdarzenia przypiąć jakąś etykietę ze znaczeniem: dobre, złe, gorzkie, pożyteczne, kwaśne, słodkie…

Z pewnym rozbawieniem obserwuję chęć zrozumienia życia, jaką mają prawie wszyscy. Z rozbawieniem, bo życia zrozumieć się nie da, można je tylko CZUĆ! Ale doskonale wiem, skąd ta chęć wynika. Z umysłu, rzecz jasna! Po to jesteśmy wyposażeni w to narzędzie, aby wszystko rozkminiać. I umysł’ robi to w każdej chwili, każdego dnia, o każdej godzinie. Kombinuje jak koń pod górę, aby do każdego zdarzenia, które nas spotyka, przypiąć jakąś etykietę ze znaczeniem. Dobre, złe, gorzkie, pożyteczne, kwaśne, słodkie… Ma nieograniczoną ilość etykiet, żebyśmy na ich podstawie mogli podejmować logiczne decyzje akceptacji lub odrzucenia.

To oczywiste, że źródłem ocen dla umysłu jest nasza przeszłość pełna dobrych i złych doświadczeń. Umysł’, jak skaner, skanuje przeszłość, aby znaleźć coś, co zdarzyło się kiedyś i jest podobne do tego co dzieje się dziś. Doskonale wie, jak to wydarzenie wpłynęło kiedyś na nasze życie i bez wahania przyczepia etykietkę: złe, dobre, lepsze, gorsze. A gdy już wisi etykietka złe lub gorsze, wysyła mniej lub bardziej wyraźny sygnał, że to nam nie służy i mamy problem! Niestety, bardzo często, powiedziałbym nawet nagminnie, umysł się myli!

Jest jak nadopiekuńcza mama, która stara się chronić swoje dziecko przed wszystkim, co ewentualnie mogłoby je drasnąć. Dlatego porównuje i ocenia wszystko jak leci, jest w tym niestrudzony. Z igły robi widły, zarzuca nas lawiną myśli jak sobie poradzić z tym czy innym problemem. Czy wciąż się dziwicie, że ludzie rozgarnięci umysłowo mają największy problem z plandemią, czwartą falą i wariantem Lambda? Muszą mieć, bo wciąż wsłuchują się w umysł’! Karmią go strachem sączącym się z usłużnych mediów, które po to właśnie teraz są!

Nieustannie żyją w tajfunie myśli, który nigdy się nie kończy. Umysł’ doskonale potrafi je zapętlić i wciąż atakuje nas tym samym: A czy mnie to czasem nie dopadnie? A może moje dzieci albo rodziców? A jeśli już, zgłaszać się do państwowej służby zdrowia? Robić testy wiedząc, że wyniki są fałszywe? Pozwolić na sobie oddział zamknięty? A może leczenie alternatywne amantadyną? Coś takiego nieustająco tłucze się po naszych głowach, bo umysł’ za wszelką cenę chce nas uratować! Naprawdę ma bardzo dobre intencje!

Dlatego właśnie piekło jest wybrukowane dobrymi intencjami. Bo w naszych głowach powstaje prawdziwe piekło! Wystarczy jednak odciąć się, chociaż na chwilę, od umysłu i zwrócić się do serca, a piekło zniknie. Rozpłynie się jak poranna mgła. Serce nie myli się nigdy, co wcale nie znaczy, że nie powinniśmy interesować się plandemią. Owszem, ale na spokojnie, tak jak Obserwatorowi przystało. Przepuszczamy wszystkie przerażające newsy przez serce, by tam zamienić energię strachu na energię bezwarunkowej miłości. Proste jak barszcz dla większości moich czytelników. A dla tych, co w dalszym ciągu główkują i się boją? Zapraszam jutro, bo przedstawię przydatne ćwiczenie, które pozwoli Wam dostrzec siebie. Siebie oceniającego nie z poziomu serca a umysłu.